czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 4

Cześć! :) Jak tam święta? Ja szczerze przyznam, że to chyba najlepsze w moim życiu :D 
Dostałam pod opiekę psa chłopaka mojej siostry, jest taki cudowny *0*
Ale nie będę Was zanudzać moim gadaniem.
Serdecznie zapraszam na czwarty już rozdział:)
P.S Kawałek rozdziału jest z perspektywy Harry'ego, więc będziecie mogły zobaczyć,jak on to wszystko widzi :)

~*~

     - W co ja mam się kurde ubrać? – jęknęłam głośno, kiedy spojrzałam na moją nędzną walizkę. Nie zapakowałam niczego na imprezy. Chciałam się przecież przede wszystkim skupić na nauce.
     - Założę się, że nie spakowałaś niczego na galę. - zachichotała Eleanor i przyjrzała się mojej żałosnej walizce.
Okej, sprawa wygląda tak. Zostałam zaproszona na jakąś mega imprezę gwiazd. Na początku za Chiny nie chciałam się zgodzić, ale w końcu wszyscy mnie namówili. Od czasu, kiedy Liam mnie zaprosił, do gali zostały jeszcze trzy dni. Oczywiście nalegał, żebym zamieszkała w ich domu do tego czasu. Gdybyście widzieli, co się wtedy działo. Niall musiał mnie zmuszać siłą, abym się zgodziła. Pojechał również ze mną do hotelu po wszystkie rzeczy, abym „przypadkiem” nie wywinęła im jakiegoś numeru. No bo sami powiedzcie, trzy dni z Harrym pod jednym dachem? Chociaż jego mina była bezcenna. Wyglądał, jakby zjadł co najmniej cztery cytryny naraz. Uroczy widok.
     - Och przepraszam, ale zapomniałam, że będę chodzić na wielkie imprezy dla największych gwiazd show biznesu. – zadrwiłam, po czym wszystkie wybuchłyśmy wesołym śmiechem. Naprawdę polubiłam te dziewczyny. Są naprawdę fajne.
     - Czekaj, chyba mam coś odpowiedniego dla ciebie. – powiedziała Perrie i zniknęła za drzwiami mojej sypialni.
     - O co… - spojrzałam pytająco na Sophię, ale Perrie już zdążyła wrócić do pokoju z jakąś sukienką, którą ukrywała za plecami.
     - Taadaaam! – krzyknęła i jednocześnie wyjęła zza pleców piękną, oszałamiającą, cudowną i prześliczną malinową sukienkę, z lekko rozkloszowanym dołem, w stylu lat osiemdziesiątych, z długością do kolan. Oczy mi zbielały z zachwytu.
     - Boże Perrie, jest śliczna! – zapiszczałam, jednocześnie mocno ją ściskając, że na chwilę nie mogła złapać tchu. – Dziękuje!
     - Uważaj, bo mnie udusisz wariatko!
     - Ach, przepraszam. – zarumieniłam się lekko.
Sophia wzięła od Perrie wieszak z sukienką i przyłożyła do swojego ciała, robiąc minę modelki. Uśmiechnęłam się.
     - Harry na pewno będzie zachwycony. – rzekła El, układając usta w dziubek. Dziewczyny zachichotały głośno, a ja zmroziłam je wszystkie wzrokiem.
     - Bardzo śmieszne. – warknęłam, robiąc w powietrzu cudzysłów przy wymawianiu ostatniego słowa. – Wiecie, że go nienawidzę.
     - Kto się czubi… - zaczęła Eleanor, po czym osunęła się na łóżko ze śmiechu. Rzuciłam w nią kremową poduszką.
     -  Och, zamknij się, El. – odgryzłam się, kłując ją palcem w brzuch. Zaśmiała się jeszcze głośniej.
     - Dobra dziewczyny, koniec śmichów chichów! – powiedziała Sophia, kilkakrotnie klaskając w dłonie. – Czas zamienić nas w księżniczki.
No to po mnie.
***
Westchnęłam głośno i obróciłam się powoli wokół własnej osi. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Co one ze mną zrobiły… Sukienka była cudowna, to fakt, ale reszta mnie wyglądała przerażająco. Włosy miałam upięte w kok i wpiętą w niego kokardkę. Fuj, jak słodko. Makijaż zdecydowanie za mocny, jak dla mnie. Gdzie tu w ogóle moja twarz? Oczu już kompletnie nie mogłam dostrzec. Dziewczyny próbowały nakłonić mnie na jedenastocentymetrowe szpilki, ale za nic się nie zgodziłam. Byłam tak uparta, że wreszcie poddały się i pozwoliły mi ubrać krótkie białe conversy. Przynajmniej to. Nikt nie zmusi mnie do założenia obcasów.
Zeszłyśmy razem z dziewczynami na dół, gdzie chłopcy już na nas czekali. Wszystkie podeszły do swoich ukochanych, szczerząc się do nich wesoło. Wyglądały naprawdę pięknie. Czułam się przy nich niczym brzydkie kaczątko.
     - Wyglądasz prześlicznie, Jenny. – powiedział Niall, gdy podeszłam do niego, po czym pocałował mnie delikatnie w policzek. – Tak słodko.
     - Zamknij się, Horan. – warknęłam, dając mu kuksańca w bok i śmiejąc się wesoło. – Ale dziękuję.
     - Do usług. – zasalutował jak żołnierz i posłał mi swój śnieżnobiały uśmiech. Odwzajemniłam go.
     - O Boże. Czuję się jak w jakiejś ckliwej komedii romantycznej. – usłyszałam głos Harry’ego za sobą. Spojrzałam na niego, a on przyglądał się nam zażenowany.
     - Nieładnie tak zazdrościć. – powiedziałam słodko i zatrzepotałam rzęsami. Niall zaśmiał się głośno, a ja poczułam przyjemne uczucie satysfakcji. Harry burknął coś pod nosem i poszedł w kierunku drzwi.
     - Chodźmy już. – rzekł stanowczo, otwierając je. Wszyscy zaczęli wychodzić, a kiedy ja miałam przekroczyć próg, Harry nagle puścił drzwi i poszedł w kierunku samochodu.
     - Dupek. – burknęłam pod nosem i otworzyłam wściekła drzwi. Dogoniłam Nialla i zamierzałam usiąść obok niego, ale Eleanor wcisnęła się obok blondyna, ciągnąc za sobą Louisa. Rozejrzałam się za wolnymi miejscami, ale było tylko jedno. Kurde.
Posłałam El spojrzenie „Zabije cię” i wściekła usiadłam obok Harry’ego, który też nie był tym zachwycony, delikatnie mówiąc. Szybko odsunął się ode mnie.
Jak ja mam wytrzymać całą drogę?
*Oczami Harry’ego*
Świetnie. Po prostu super. Czemu ta irytująca dziewczyna musiała usiąść akurat obok mnie? Ugh.
Wbiłem wzrok w coś za oknem i włożyłem słuchawki do uszu. Zerknąłem na mojego iPhone’a z zamiarem wybrania piosenki.
     - The Rolling Stones? – usłyszałem głos Jenn zza mojego ramienia. – Oni są beznadziejni.
     - Co? – spytałem oniemiały, spoglądając na nią wrogo. – Są fantastyczni.
     - Dla takiej osoby jak ty, pewnie są. – burknęła pod nosem, ale i tak zdołałem to usłyszeć. Boże, jak ta dziewucha mnie irytuje.
     - Co powiedziałaś? – spytałem, ciskając w nią piorunami z oczu. - A czego ty słuchasz, pani mądralińska? – warknąłem do niej, starając się wyrwać jej telefon z dłoni.
 Zacisnęła mocno rękę na komórce, ale ja byłem silniejszy. Wyrwałem w końcu jej iPhone’a i spojrzałem na wyświetlacz.
     - Nirvana? Serio? – zakpiłem i oddałem jej telefon. – Przecież oni nawet nie żyją.
     - I co z tego?! – ryknęła głośno wściekła i walnęła mnie pięścią w ramię. Wcale mnie to nie bolało, ale spojrzałem na nią oburzony. Już zamierzałem jej oddać, ale Liam mnie powstrzymał.
     - Możecie przestać? – powiedział zirytowany i posłał mi piorunujące spojrzenie. No tak, Daddy musi trzymać wartę. Hej, ale przecież to nie moja wina!
Przewróciłem tylko oczami i ponownie wbiłem wzrok w szybę. Kierowca gwałtownie skręcił, a Jenn położyła się nagle na moich kolanach, przez co zerwała mi słuchawki z uszu. Jak.Ona.Mnie.Denerwuje!
     - Nie kładź się na mnie! – wrzasnąłem i odsunąłem się od niej jeszcze bardziej.
     - To nie moja wina! – odkrzyknęła wściekła. – Nie jesteś w ogóle przystojny, więc uwierz mi, to nie było przyjemne. Zaraz zwymiotuję. – odgryzła się i zaczęła udawać odruchy wymiotne. Jest obrzydliwa.
     - Aw, są tacy słodcy, jak się droczą. – zagruchał Louis, trzepocząc figlarnie rzęsami.
     - Nie jesteśmy słodcy!!! – krzyknęliśmy jednocześnie, aż wszyscy w limuzynie zadrżeli.
Odwróciłem wzrok i zacząłem się skupiać na muzyce, którą słyszałem przez słuchawki. Jenn cały czas mocno się wierciła, przez co ocierała się o mnie, a ja miałem coraz mniej miejsca.
     - Możesz się tak nie rozpychać? – rzuciłem w jej stronę, kurcząc się ponownie. Ma hemoroidy, czy jak?!
Jenn już chciała się odgryźć, ale Liam spojrzał na nią karcąco, przez co ta spuściła wzrok i odsunęła się ode mnie jak najdalej mogła. W końcu umilkła. Nareszcie będę miał spokój.
*Oczami Jennette*
Jako ostatnia wysiadłam z limuzyny, trochę się bojąc, co mogę za chwilę zobaczyć. Spojrzałam niepewnie w górę i ujrzałam wielki, oświetlony budynek, do którego wlewał się tabun ludzi, pięknie ubranych i świetnie wyglądających. Dosłownie roiło się tutaj od najsławniejszych osób na całym świecie. Boże, czy Taylor Lautner właśnie na mnie spojrzał?
Weszliśmy wszyscy na czerwony dywan, którego boki były osaczone przez miliony dziennikarzy, fotoreporterów i fanów, którzy robili nam tysiące zdjęć, zadawali pytania. To wszystko było dla mnie bardzo dziwne, zupełnie obce. Tak wielkie zainteresowanie moją osobą było wręcz nie do zniesienia.
Spojrzałam na Harry’ego, którego zły nastrój całkowicie opuścił. Uśmiechał się do każdego robionego zdjęcia i odpowiadał wesoło na pytania. Kroczył po czerwonym dywanie niczym król, idący ku swojemu tronowi. Czuł się jak ryba w wodzie. Był w swoim żywiole. Denerwowało mnie to.
     - Niall, co to za dziewczyna? – usłyszałam z ust jakiegoś dziennikarza, który wskazał na mnie palcem. Cóż za maniery.
     - To jest nasza nowa przyjaciółka, Jennette. – odpowiedział uśmiechnięty i przytulił mnie po przyjacielsku. Zawstydzona uśmiechnęłam się delikatnie, po czym straciłam wzrok na chwilę, oślepiona błyskiem flesza. Jak oni mogą to tak normalnie znosić?
     - Jennette, jak postrzegasz One Direction?
     - Są cudowni. Nie mogłabym wymarzyć sobie lepszych przyjaciół. – odpowiedziałam komuś na pytanie, uśmiechając się promiennie. Ważne jest pierwsze, dobre wrażenie.
     - Czy to na pewno tylko przyjaciółka? – spytał ktoś.
     - Tak, wszyscy ją uwielbiamy. Jest wspaniała. – odpowiedział Liam i uśmiechnął się do mnie. Na słowo „wszyscy” Harry odwrócił ku mnie głowę i posłał mi wrogie spojrzenie. Nie pozostałam mu dłużna. Miotaliśmy tak w siebie piorunami z oczu, kiedy Zayn złapał mnie w pasie i razem z nim i Perrie weszłam do budynku. Mimo, iż byliśmy już w środku, cały czas słyszałam:
     - Harry, kocham cię!
     - Jesteście świetni!
     - Niall, wyjdź za mnie!
     - Jesteś moim marzeniem, Zayn!
     - Liam, oddam ci swoje serce!
     - Louis, masz fajny tyłek!
Na to ostatnie zaśmiałam się głośno, na co wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni. Zawstydzona spuściłam wzrok i zarumieniłam się mocno. Ruszyliśmy dalej w stronę naszych miejsc. Nagle ktoś szturchnął mnie w ramię, i szepnął do ucha:
     - Też masz fajny tyłek, Jenn.
Zarumieniłam się ponownie i z całej siły starałam się stłumić śmiech.
***
     - Co podać? – zapytał przystojny barman, wycierając szklankę.
     - Piwo, jakiekolwiek. – odpowiedziałam i zaczęłam się rozglądać po parkiecie.
 Louis wywijał z Eleanor, a Zayn i Perrie rozmawiali z Emeli Sande. Sophia z Liamem również tańczyli, ale wolno, zupełnie nie do rytmu muzyki. Nialla nie mogłam dostrzec, za dużo ludzi tańczyło na parkiecie.
Szczerze mówiąc, byłam na niego zła. Obiecywał mi, że pozna mnie dzisiaj z Edem Sheeranem. I co? Kompletnie o tym zapomniał. Sama nie będę prosić, bo wyjdę na desperatkę. A przecież do Eda nie podejdę.
     - Proszę. – barman wręczył mi kufel z piwem. Uśmiechnęłam się do niego miło i zatrzepotałam rzęsami. Odwzajemnił go zarumieniony. Zawsze się na to łapią. Mały flirt jeszcze nikomu nie zaszkodził.
Gala była strasznie nudna. Siedziałam bezczynnie i wysłuchiwałam innych. Właściwie udawałam, że słucham. Myślałam, że impreza będzie ciekawsza, tym bardziej, że nie ma tutaj paparazzi, ale myliłam się. Moi towarzysze tańczyli ze sobą, a jedyna osoba, z którą również mogłabym to zrobić, był Niall, ale go gdzieś wywiało. Chyba przed chwilą wydziałam go rozmawiającego i śmiejącego się z Ellie Goulding. Przyznam, wyglądali uroczo.
Łyknęłam zdrowo brązową ciecz ze szklanki i ponownie spojrzałam na parkiet. Dostrzegłam Harry’ego, tańczącego z jakąś bardzo wymalowaną blondynką, która przykleiła się do jego torsu. Złączyli swoje usta w namiętnym pocałunku, trwając w nim nieskończoność. Pośpiesznie odwróciłam wzrok zażenowana i ponownie napiłam się piwa. Harry i te jego laski. Żałosne.
Nie miałam już dłużej zamiaru siedzieć tutaj i nic nie robić, więc wyszłam na wielki taras, który znajdował się naprzeciwko wyjścia. Dotknęłam rękami zimnej poręczy i zacisnęłam mocno palce. Do moich nozdrzy zaczęło wpływać świeże powietrze, niezwykle kojące. Odetchnęłam głęboko i zamknęłam oczy. Nagle zadrżałam z zimna. Było już po jedenastej, a ja stałam na dworze w samej sukience. Otuliłam się rękami i zaczęłam masować dłońmi swoje ramiona.
     - Tutaj jesteś. – usłyszałam za sobą czyjś głos, i od razu westchnęłam niezadowolona. Czemu akurat ja?
     - A co, szukałeś mnie? – prychnęłam i spojrzałam na niego kpiąco.
     - Na parkiecie przestałem czuć zapach irytacji i prostactwa, więc pomyślałem, że musisz być tutaj. – zadrwił Harry i zaśmiał się złośliwie. Miałam ochotę mu przywalić.
     - Bardzo śmieszne. – powiedziałam z sarkazmem.
     - Niall cię wystawił, co? – zakpił.
Przyjrzałam mu się wrogo, a on uśmiechał się z satysfakcją.
     - Idź dręczyć kogoś innego, okej? – rzuciłam w jego stronę i przewróciłam oczami, kiedy zaśmiał się łobuzersko. Nienawidzę go.
     - Czemu? Przecież to lubisz. – powiedział, przybliżając się do mnie. Natychmiast zrobiłam wielki krok do tyłu i posłałam mu wrogie spojrzenie.
     - Harry, ja ciebie nie znoszę. – oznajmiłam powoli, aby jego mały móżdżek mógł to w końcu zrozumieć.
     - Jenn, przecież wszyscy wiemy, jak jest. – szepnął w moją stronę, znowu się przybliżając. Kiedy znowu się cofnęłam, uśmiechnął się uwodzicielsko. Co on robi, do cholery?
     - Co ty pieprzysz? – zapytałam, totalnie zdezorientowana.
     - Wszyscy widzą, że ci się podobam. Nie możesz mi się oprzeć. – tu oblizał powoli usta. – A denerwuje cię to, że cię nie cierpię.
Co kurwa? On się chyba nie słyszy! On? Podoba się mi? Bo zwymiotuję! Nigdy nie zakochałam bym się w takim głupim, denerwującym, z irytującymi loczkami idiocie! Myślmy realnie!
     - Coś ci się pod tą twoją loczkowaną dyńką pomieszało. – odpowiedziałam oschle, ciągle zaskoczona jego wypowiedzią. On na serio jest takim kretynem?
     - Jenn, nie oszukuj się. – szepnął i spojrzał na mnie tymi swoimi irytującymi zielonymi tęczówkami. – Ale przykro mi. Ty mnie nie kręcisz. – oznajmił i odsunął się ode mnie. – Po za tym, masz paskudny charakter.
Czułam, jak powoli wzrasta we mnie złość. Tak strasznie chciałam mu przywalić. Był wstawiony, czy jak? Spokojnie Jenn, oddychaj. Wdech, wydech…
     - Słuchaj, Styles. – zaczęłam, starając się zachować stanowczy ton. – Przeliteruję ci to, bo widocznie nie możesz zrozumieć. N-I-E-N-A-W-I-D-Z-Ę  C-I-Ę. – spojrzałam na niego, oczekując jakiejś reakcji.
Harry chciał coś odpowiedzieć, ale ktoś mu przerwał, wchodząc na taras.
     - Tu jesteś, Jenn. – powiedziała Perrie, idąc w moją stronę. – Wszędzie cię szukałyśmy. – wreszcie dostrzegła Harry’ego i zarumieniła się lekko. – Och, nie wiedziałam, że rozmawiacie.
     - Już skończyliśmy. – ubiegłam Stylesa, który właśnie otworzył usta, aby coś powiedzieć.
     - Aha. – odpowiedziała. – Chodź, musisz poznać dziewczyny z mojego zespołu!

     - Tak, chodźmy! – powiedziałam, udając podekscytowanie. Perrie chwyciła mnie za rękę i wyprowadziła z tarasu. Chociaż nie widziałam tego, mogłabym przysiąc, że Harry właśnie wywrócił oczami.


czwartek, 19 grudnia 2013

Rozdział 3

Cześć:) 
Jak tam przed świętami? Już się nie mogę doczekać Wigilii :) Póki co, musi mi wystarczyć jutrzejsza klasowa :)
Już teraz życzę Wam Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! No i oczywiście pełno prezentów! :D
A dla Was mam trzeci rozdział.

Z góry przepraszam za wulgaryzmy, ale inaczej nie umiałam tego opisać. Zresztą, moja bohaterka nie jest typem "grzecznej dziewczynki" :D


            Zdjęłam swoją niebieską sukienkę i założyłam na siebie wielką koszulkę. Martwiłam się, że nie mam do niej jakichś szortów, ale t-shirt sięgał mi do połowy ud, więc nie było problemu.
Ruszyłam do drzwi i wyszłam na korytarz. Eleanor przyniosła mi nową szczoteczkę, ręcznik i inne „łazienkowe” rzeczy. Jest naprawdę miła. Bardzo ją polubiłam.
Poszłam w kierunku łazienki, tak jak powiedział mi Zayn. Nie zważając na zapalone światło, weszłam prędko do środka.
Położyłam artykuły toaletowe na szafce i odwróciłam się w stronę prysznica. W jednym momencie zamarłam.
Z kabiny wychodził czysty, mokry i przede wszystkim, całkowicie nagi… Harry.
Patrzyłam tak na niego z szeroko otwartymi oczami i buzią. Był bardzo umięśniony i opalony. Jego klatkę piersiową, ręce i brzuch pokrywało ogromnie dużo tatuaży. Moją uwagę szczególnie przykuł wielki motyl, znajdujący tuż nad brzuchem. A pod brzuchem… O Boże.
            - Co ty tu robisz? – Harry, który patrzył na mnie teraz z zakłopotaniem, złością i zawstydzeniem jednocześnie, prędko chwycił ręcznik z szafki i zakrył nim to, co z pewnością trzeba było zakryć.
W jednej chwili moje policzki pokryły się krwistą purpurą. Kurwa, kurwa, kurwa… Co ja mam zrobić? Uciec jak najdalej, czy wytłumaczyć mu się z tej nieprzyjemnej sytuacji? Kurwa.
            - Ja… Ja… - zaczęłam zakłopotana, ale słowa w  głowie nie chciały się jakoś skleić i wypłynąć z moich ust.
            - I czemu w ogóle masz na sobie moją koszulkę? – spytał zdziwiony, przyglądając się wrednie mojemu ubraniu.
No nie! Nie dość, że Zayn wskazał mi łazienkę Harry’ego, to jeszcze dał mi jego t-shirt do spania!?Cholera, niech ja go tylko dorwę.
Ale przyznam, Styles miał się czym pochwalić. Jego tors był naprawdę imponujący. Tatuaże również. A dół… Kurwa, co ja wygaduję?
            - Ja.. J-ja.. – jąkałam się ciągle. Ale co miałam mu do cholery powiedzieć?
            - Mogłabyś łaskawie wyjść? – warknął wrogo, łypiąc na mnie wściekle swoimi zielonymi oczami. – Chciałbym się w końcu ubrać.
Stałam tak jak osłupiała jeszcze przez chwilę, kiedy w końcu wzięłam się w garść. Odwróciłam się szybko od niego, chwyciłam szczoteczkę i ręcznik, po czym jak najszybciej się dało wybiegłam z łazienki.
Jezu, widziałam nagiego Harry’ego. On nie miał na sobie ubrań. Był goły jak święty turecki. Kurwa. Na samo wspomnienie wzdrygnęłam się mocno. Ten koszmar będzie mi się śnił po nocach.
Nagle zauważyłam Zayna wchodzącego do jakiegoś pokoju, pewnie jego sypialni. Był czymś bardzo rozbawiony. Kiedy mnie jednak zobaczył, mina od razu mu zrzedła.
            - Zayn, kurwa, zabije cię!

***

*Oczami Nialla*
            - Ej, ej, co tu się dzieje? – spytałem, kiedy wszedłem do sypialni Zayna i Perrie. Jenn właśnie obkładała mulata pięściami, a ten kulił się na łóżku jak mały szczeniak. Mimo tego zabawnego widoku, przestraszyłem się trochę.
            - Ty się jeszcze pytasz? – Jenn wreszcie przestała bić Zayna i spojrzała na mnie wrogo. – Dlaczego daliście mi koszulkę Harry’ego?
Ups! Skąd ona się dowiedziała? Zerknąłem na nią skruszony, a ona posłała mi mordercze spojrzenie. Przestraszyłem się jej.
            - To miał być taki dowcip. – powiedziałem cicho i wzruszyłem ramionami w przepraszającym geście.
To akurat była prawda. Wiedzieliśmy, że nienawidzą się z Hazzą, więc byliśmy ciekawi, jak on zareaguje, kiedy zobaczy ją w tym t-shircie. Widocznie jej to nie śmieszy.
            - Dowcip tak? – warknęła i posłała mi spojrzenie, które mówił tylko jedno: „I tak cię uduszę”. Przełknąłem głośno ślinę i spojrzałem na Zayna. Był równie zszokowany, co ja.
            - Ale po co się tak denerwować? To był tylko durny żart. – stwierdziłem i ponownie wzruszyłem ramionami. Nie miałem pojęcia, czemu się tak spinała. – Nic wielkiego.
            - Nic wielkiego? – spytała oburzona, a żyłka na jej szyi znowu zaczęła pulsować. – Otóż właśnie, to było coś wielkiego.

*Oczami Zayna*
           
Wiłem się na łóżku i bezwładnie obkładałem poduszkę pięściami. Miałem wrażenie, że zaraz po prostu wybuchnę ze śmiechu. Tak samo zachowywał się Niall, który leżał właśnie na podłodze i starał się złapać oddech.
            - Serio, mówisz poważnie? – spytałem, kiedy w końcu napływający śmiech pozwolił mi wypowiedzieć jakieś słowa.
            - Tak, kurwa, poważnie! – wrzasnęła Jenn i z całej siły cisnęła we mnie poduszką. Pod wpływem siły upadłem z powrotem na łóżko, znowu zaczynając się śmiać.
            - Widziałaś go nagiego? – powiedział z niedowierzeniem Niall i starł ręką swoje łzy, które spływały mu po policzkach.
            - Tak! Ile razy mam powtarzać? – westchnęła Jenny i przewróciła tylko oczami. – Możecie przestać się w końcu śmiać? To nie jest zabawne.
            - Właśnie, że jest! –powiedziałem rozbawiony, nie przestając się śmiać. – Ale powiedz Jenn, ma wszystko jak trzeba? – poruszyłem figlarnie brwiami.
            - Świnia! – krzyknęła do mnie ze złością. – Wcale tam nie patrzałam!
            - Jasne! – odezwał się blondyn i kiwnął znacząco głową. Po pewnej chwili wybuchnął głośnym śmiechem a ja natychmiast mu zawtórowałem.
Fakt, może zachowałem się podle, ale nie sądziłem, że TAK to się potoczy. Poza tym, to nic wielkiego. Tylko i wyłącznie kupa śmiechu. Nie miałem pojęcia, czym się tak bardzo przejmowała.

*Oczami Jennette*
           
- Para debili. – warknęłam i poirytowana do głębi wyszłam z sypialni Zayna.
            - Jenn, przestań, nie obrażaj się! – usłyszałam jeszcze krzyk Nialla, ale nie miałam zamiaru zawracać.
Weszłam do swojego pokoju i z wielkim hukiem zatrzasnęłam drzwi. Położyłam się na łóżko i opatuliłam szczelnie kołdrą.
Nienawidzę ich. Nie, nienawidzę Harry’ego. Nienawidzę siebie. Multum myśli szamotało się w mojej głowie. Widok nagiego Stylesa całkowicie wyprowadził mnie z równowagi i jakiejkolwiek stabilizacji emocjonalnej, jeśli w ogóle taką posiadałam. Jak ja mu jutro spojrzę w oczy? Pewnie uznał mnie za jakąś zboczoną idiotkę. Mimo, iż go nienawidzę, czułam się z tego powodu strasznie winna. Kurwa.
            - Jenny, mogę wejść? – usłyszałam głos Liama przed drzwiami sypialni.
            - Tak jasne, wejdź. – odpowiedziałam szybko i jeszcze szczelniej okryłam się kołdrą.
Liam wszedł do pokoju i usiadł na rogu łóżka. Przez dłuższą chwilę nikt nic nie mówił, aż w końcu spojrzał na mnie opiekuńczo, a ja nagle poczułam się lepiej. Jego ciepły wzrok powodował, że większość moich ciemnych myśli zniknęło, a ja byłam w jakiś sposób spokojniejsza.
            - Słyszałem o tym incydencie, który zaszedł między tobą a Harrym.
Incydencie? Dobrze to ujął. Cholernym, pieprzonym incydencie, którego będę się wstydzić do końca życia i który będzie się za mną ciągnął, jak zasrany cień.
            - Skąd się dowiedziałeś?
            - Większość usłyszałem, a resztę wyciągnąłem od chłopaków. – odpowiedział i zaśmiał się cicho. – Zdecydowanie za dużo przeklinasz.
Na te słowa zachichotałam pod nosem. Fakt, ostatnio za dużo przeklinałam. Ale nigdy nie byłam typem grzecznej dziewczynki. I raczej się to nie zmieni.
            - Nie martw się, już dałem chłopakom do wiwatu. – zaśmiał się Liam. – A jutro wszystko się wytłumaczy Harry’emu.
            - Taa, bo uwierzy. – prychnęłam. Na myśl o tym, że będę musiała mu coś wyjaśniać, skręcało mnie w żołądku.
            - Jenn, daj spokój. – westchnął głośno. – Nic się takiego nie stało.
Nic się nie stało? Nic się nie stało? Widziałam jego kolegę całkiem, całkiem nagiego! Nie miał na sobie żadnych ubrań! I to jest jego zdaniem „nic”?
            - Nie Liam, to nie jest nic. – zaprzeczyłam stanowczo. – Tym bardziej, że go nienawidzę. – dodałam.
            - To chyba właśnie lepiej, co? – wydawał się być lekko zdziwiony moim zachowaniem. – No nic, ja już pójdę. – wstał z łóżka i ruszył w kierunku drzwi.
            - Dobranoc, Liam. – powiedziałam ciepło w jego stronę. On chyba naprawdę był moim przyjacielem.
            - Słodkich snów, Jenny. – szepnął, uśmiechnął się wesoło i wyszedł.
Westchnęłam głośno i spojrzałam na zegar, który wisiał na ścianie przede mną. 12:58. Najwyższy czas pójść spać. Zgasiłam lampkę nocną i opadłam bezwładnie na łóżko. Już po krótszej chwili odpłynęłam w magiczną krainę Morfeusza.

***

Leniwie uchyliłam swoje powieki i pierwsze co ujrzałam swoimi niebieskimi tęczówkami, to idealnie biały sufit w mojej sypialni. Chociaż, to w ogóle nie była moja sypialnia. Gdzie ja do cholery jestem?
Aaa, już pamiętam. Jestem u One Direction. Miliardy dziewczyn zapewne marzy o tym, aby się ze mną zamienić. Chętnie bym to teraz zrobiła.
Westchnęłam głośno i ruszyłam w stronę łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, załatwiłam swoje potrzeby fizjologiczne i założyłam swoją wczorajszą sukienkę. Włosy upięłam w luźny kok i ubrałam vansy. Zabrałam moją torebkę i wyszłam na korytarz. Schodami zeszłam na dół i weszłam do kuchni. Kiedy przekroczyłam jej próg, pięć twarzy od razu zerknęło w moją stronę.
            - Dzień dobry, Jenny! – pierwszego usłyszałam Nialla, który podszedł do mnie i uściskał mocno. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu, ale w końcu chłopak puścił mnie i razem z nim usiadłam do stołu. Mimo, iż wczoraj się ze mnie nabijał, nie byłam już tak na niego zła.
            - Jajecznica? – spytał Liam, który stał za kuchenką, trzymając w lewej ręce patelnię.
Przy stole siedzieli Zayn, Perrie, Sophia, Niall i ja. Spojrzałam na wszystkich po kolei, ale byli zbyt zajęci jedzeniem i rozmową, by móc dostrzec, że się im przyglądam. Przekręciłam przecząco głową w kierunku Liama.
            - Gdzie Louis i Eleanor? – spytałam, biorąc od Nialla kubek herbaty. O Harry’ego wolałam nie pytać.
            - Śpią. – odpowiedział Zayn. – Mieli noc pełną wrażeń. - Perrie zachichotała, a Niall prawie zadławił się kanapką z serem.  – Wiesz, mamy sypialnię obok nich, więc… - nagle przerwał, ale zdecydowanie nie musiał kończyć. Doskonale wiedziałam, o co mu chodziło.
Nagle usłyszałam, że do kuchni ktoś wszedł. Jako jedyna nie spojrzałam w stronę drzwi. Uniosłam rękę do góry z zamiarem chwycenia banana ze stołu, ale w tym samym momencie ktoś wyciągnął dłoń w stronę owocu z takim samym zamiarem jak ja. Stykneliśmy się dłońmi, ale ja natychmiast ją cofnęłam. Boże, żeby to nie była ta osoba, którą miałam na myśli.
            - Proszę, weź. – odchrząknął nieśmiało ktoś, a ja już przeklinałam w duchu. Kurde, czemu on?
Odważyłam się podnieść głowę i wreszcie spojrzałam na niego. Jego niesforne loki bezwładnie opadały mu na czoło, mimo, iż co chwilę poprawiał je ręką. Zielone oczy, które dzisiaj było wyjątkowe ciemne, patrzyły na mnie uważnie.
            - Nie, ty weź. Byłeś pierwszy. – powiedziałam cicho, czując, jak moje policzki się czerwienią. Wspomnienia z wczoraj przyszły jak na zawołanie.
Harry chwycił prędko banana i usiadł na samym końcu stołu, jak najdalej ode mnie. Przeniosłam wzrok na swoje dłonie, ale czułam, że bacznie mi się przygląda. Świetnie.
            - Ale się wczoraj działo! – odparł ni zowąd Niall, śmiejąc się wesoło. No nie, zabiję go.
Nikt się nie odezwał. Sophia z Perrie wymieniły znaczące spojrzenia. Ciekawe, co sobie o mnie pomyślały. Pewnie sądzą, że jestem jakąś zboczona idiotką. Tak się właśnie czułam. Jak skończona idiotka.
            - Co masz na myśli? – Harry zwrócił się do Nialla i przeniósł na niego zamyślony wzrok.
Kurwa, kurwa, kurwa. Jak powie to na głos, to przywalę mu przy wszystkich. Z całej siły pozbawię go tych jego ładnych ząbków, którymi wiecznie się szczerzy. Zresztą, po co Harry w ogóle się o to pyta?
            - No wiesz… Mówię o tym… No… - jąkał się blondyn, wyraźnie zakłopotany. Uff, co za ulga.
            - Tak myślałem. – odpowiedział spokojnie Harry i wstał z krzesła. Bez słowa poszedł w kierunku drzwi i wyszedł z kuchni.
Kurde, teraz miałam szansę. Mogłam to wszystko odkręcić. Teraz albo nigdy. No dalej, Jenn. Wstałam prędko od stołu i poszłam w stronę drzwi. Kiedy wreszcie wyszłam na korytarz, zaczęłam bacznie rozglądać się dookoła. W salonie spostrzegłam postać Harry’ego, który uważnie wpatrywał się w coś za oknem. Kiedy zobaczył, że weszłam do pokoju, odwrócił się i spojrzał na mnie lekko zakłopotany.
            - Jenn, ja…
            - Harry, chciałam cię bardzo przeprosić za wczoraj. – zaczęłam szybko, a moje policzki natychmiast zrobiły się czerwone. – Zayn powiedział mi, że mam iść do tej łazienki, a ja nie miałam pojęcia, że tam jesteś. – zaczerpnęłam trochę powietrza i odważyłam się na niego spojrzeć. Na jego twarzy malowała się powaga i skupienie. Nienawiść do mnie chyba się pomniejszyła, bo nie patrzył już na mnie z taką wrogością, jak wczoraj.
            - W porządku. – westchnął i przeniósł wzrok na kanapę. Jego prawy policzek uniósł się lekko w górę. Czy on… uśmiechnął się? – Może najlepiej o tym zapomnijmy.
            - Tak, oczywiście. Tak będzie najlepiej. – potwierdziłam i skinęłam lekko głową. Uff, mam to za sobą. Całą noc myślałam o tym, jak go przeprosić. Wiem, nienawidziłam go, ale to nie znaczyło, że nie miałam dobrych manier.
            - O Jenn, znalazłem cię, słuchaj miałabyś ocho… - usłyszałam za sobą głos Liama, kiedy nagle gwałtownie przerwał, zobaczywszy nas w salonie. – Em, przeszkodziłem wam?
Harry nie odpowiedział, wyszedł tylko prędko z salonu i nawet na mnie nie spojrzał. Odwróciłam się do Liama, a na jego twarzy gościło zakłopotanie i dezorientacja.
            - Co tu…
            - Chciałeś mi coś powiedzieć? – przerwałam mu, mając nadzieję, że nie powróci do tematu Harry’ego. Uśmiechnęłam się do niego wesoło i zatrzepotałam rzęsami.
Liam szybko połknął haczyk i odwzajemnił uśmiech. Odchrząknął głośno i stanął uroczyście.

            - Mam zaszczyt ogłosić, że została pani zaproszona na prywatną imprezę dla największych gwiazd wszech czasów.

czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział 2

Hej, hej hej! :) Zapraszam Was na drugi rozdział :) Życzę miłej lektury i liczę na szczere komentarze :)x
***

- Harry… - Liam skarcił go spojrzeniem. – to jest Jennette Warner. Przyszła tutaj, ponieważ pomyliłeś walizki na lotnisku. – tu spojrzał na mnie, lekko się uśmiechając. Ja jednak nie potrafiłam odwzajemnić jego gestu.
- A ona nie umie mówić? – zakpił Styles i głośno prychnął. Wszyscy umilkli.
- A może po prostu nie mam ochoty z tobą rozmawiać? – odgryzłam się, rzucając mu dumne spojrzenie. Usłyszałam cichy pomruk ze strony kanapy. Coś w stylu „Ale mu powiedziała” Hmm. Dzięki Zayn.
- Zdaje mi się, że nie jesteśmy na „ty”. – Harry spojrzał mi prosto w oczy. Jego tęczówki błyszczały własnym światłem. Jakby miały własną żarówkę, czy coś w tym stylu.
- Całe szczęście. – westchnęłam głośno i wywróciłam oczami.  Nie miałam najmniejszej ochoty użerać się z tym głupkiem. – Słuchaj, oddasz mi moją walizkę, ja oddam ci twoją i nigdy mnie już nie zobaczysz. Pasuje?
Louis spojrzał na mnie nagle i zaczął mi się bacznie przyglądać. Zauważyłam, że porusza lekko ustami. Przyjrzałam się jego wargom, a on wymówił bezgłośnie „Nigdy”. Zerknął na mnie pytająco.
Muszę przyznać, że od razu polubiłam chłopaków. Nie chodziło tu w ogóle o ich sławę czy pieniądze. Biła od nich taka pozytywna energia i ciepło, które przyciągało do nich zapewne masę ludzi. Tylko Harry był inny. Swoim zachowaniem wręcz zrażał do siebie wszystkich. Jakby nie chciał, aby się do niego zbliżali.
Spojrzałam na Louisa przepraszająco i bezgłośnie powiedziałam: „Przepraszam”. Ten odwrócił szybko wzrok i przeniósł go na telewizor.
- Poczekaj tu. – odezwał się Harry i szybko pobiegł schodami na górę.
W oka mgnieniu reszta chłopaków znalazła się przy mnie, uniemożliwiając mi jakąkolwiek ucieczkę.
- Jak to nigdy? – spytał zdezorientowany Niall, a Liam i Zayn natychmiast mu przytaknęli. A więc z Lou nie byliśmy jedynymi członkami tej cichej „dyskusji”.
- Przepraszam was, ale nie chcę widzieć Stylesa już nigdy w życiu. – oznajmiłam stanowczo, ale tak, aby nie zabrzmiało to zbyt ostro.
Bardzo się zdziwiłam, że chłopcy zdążyli się do mnie tak „przywiązać”. W końcu znali mnie od zaledwie kilkunastu minut. Cóż, ze mną było tak samo, a już ich uwielbiałam. No, z jednym wyjątkiem.
- Ale my to nie Harry. – stwierdził Liam, jakby czytał mi w myślach. – Nas możesz odwiedzać, a nim się nie przejmuj.
Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale przerwał mi hałas dochodzący ze schodów. Harry już biegł z walizką. Widocznie bardzo mu się śpieszyło, żebym jak najszybciej opuściła jego życie. Ze szczerą wzajemnością.
- Masz, to twoja walizka. – powiedział krótko i wręczył mi moją torbę. Zrobiłam to samo. Nie usłyszałam jednak słowa „dziękuję”. – Możesz już iść.
Co za tupet. Wiem, że za mną nie przepadał, ale mógł chociaż wykazać się minimalną uprzejmością.
- To na razie chłopaki. – pożegnałam się. – Miło było was poznać. – szybko odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę drzwi. Jednak ktoś w ostatniej chwili złapał mnie za nadgarstek.
- Zaczekaj. – odwróciłam głowę i zobaczyłam uśmiechniętego Liama. – Jutro urządzamy małą domówkę. Nic wielkiego. Tylko nasze dziewczyny i najbliżsi przyjaciele. Może wpadniesz?
Już chciałam stanowczo zaprzeczyć, ale oczywiście ktoś musiał mi przerwać.
- Nie sądzę, aby to był dobry pomysł. – wtrącił Harry, zerkając uważnie na Liama. - My jej w ogóle nie znamy.
- Ty jej nie znasz. – powiedział Louis, uśmiechając się do mnie szeroko. Jego gest powtórzył Niall, Liam i Zayn.
Nie sądziłam, aby to był dobry pomysł. W zasadzie, ja też ich dobrze nie znałam. I jeszcze będą tam ich najbliżsi przyjaciele, a ja będę tylko kulą u nogi.
Spojrzałam na Harry’ego, którego mina mówiła wszystko. Nienawidził mnie. Ewidentnie nie chciał, abym pojawiła się na domówce. Dlaczego tak mnie nie lubił? Przecież w ogóle mnie nie znał. Zerknął na mnie wrogo i powoli zaczął przekręcać głową. „Nie” – zdołałam wyczytać z ruchu jego warg.
- Chętnie. – odpowiedziałam zadowolona. – Na pewno będzie fajnie.
- Świetnie. – powiedział Liam i przybił Zaynowi mocną piatkę. Potem tak samo Louisowi i Niallowi.
Spojrzałam na Harry’ego i uśmiechnęłam się jak najbardziej potrafiłam. Rzucił mi pewne gniewu spojrzenie. To sprawiło, że jeszcze bardziej się uśmiechnęłam. Patrzyliśmy się tak na siebie przez jakiś czas. Ja uśmiechnięta i zadowolona, on wściekły i zdenerwowany. Wreszcie nie wytrzymał, chwycił prędko kurtkę z wieszaka i rzucił mi ostatnie, wrogie spojrzenie. W końcu wyszedł trzaskając drzwiami.
- Wow, naprawdę cię niecierpi. – odezwał się Niall, a w jego głosie dostrzegłam nutę zdziwienia.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się szeroko.
Jak już ma się wroga, to trzeba pielęgnować tą nienawiść. I to właśnie muszę zrobić.
***
            Drrryń! – na ten dźwięk aż podskoczyłam na krześle. Koniec tych głośnych dzwonków. Od dzisiaj ustawiam telefon na wibracje. Inaczej grozi mi to zawałem. Chwyciłam telefon z szafki i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo?
- Jennette? – usłyszałam znajomy głos z słuchawki.
- Nie, święty Józef. – odpowiedziałam ze śmiechem.Brakowało mi tego głosu.
O dziwo, humor dzisiaj dopisywał. Nie miałam wczoraj najprzyjemniejszego spotkania z durniem numer jeden, ale to i tak nie zbiło mnie z dobrego nastroju.
- Nie żartuj mi tu. – wkurzyła się Scarlett, ale dostrzegłam w jej głosie nutę rozbawienia. – A tak w ogóle, to muszę cię porządnie ochrzanić.
- Tak, a za co? – spytałam zdziwiona, jednocześnie stawiając na komodzie ramkę ze zdjęciem, na którym pozuję ze Scarlett. Oczywiście radosne i uśmiechające się do obiektywu.
- Czemu nie zadzwoniłaś wczoraj zaraz po przylocie? – dopytywała się zdenerwowana.
Ups! Całkowicie o tym zapomniałam! No ale cóż, po przylocie spostrzegłam tą niedorzeczną pomyłkę i od razu pojechałam do tego głupka Stylesa, więc całkiem wyleciało mi to z głowy. No to mam przerąbane.
- Strasznie cię przepraszam! – zaczęłam błagalnie. – Kompletnie zapomniałam.
- Coś się stało?
Kurde. Czemu ona zawsze wyczuwa, kiedy coś się dzieje? Nie no, kocham ją, ale czasami denerwuje mnie to, że tak bardzo mnie zna.
- Długo by gadać. – powiedziałam i wyjęłam z walizki stos koszulek. Musiałam się jakoś wykręcić od odpowiedzi.
- Co? Kto to jest? – zapytała zaciekawiona, a ja już czułam, jak wzrasta w niej podekscytowanie. Rany.
- Skończony idiota i bałwan. – odpowiedziałam, starając się przybrać znudzony ton. Naprawdę nie miałam ochoty o tym gadać.
- Co? Jenn wolniej, bo nie nadążam. – odrzekła zdezorientowana.
- Ugh. – westchnęłam głośno. – Na lotnisku jakiś czubek pomylił walizki. Przyjechałam do hotelu i spostrzegłam pomyłkę. Na szczęście pozostawił na niej adres. Pojechałam tam szybko i okazało się, że mieszka w luksusowym domu ze swoimi czterema kolegami, z którymi śpiewa w znanym zespole. – opowiedziałam jej wszystko. – No i okazało się, że jest kompletnym kretynem. – dodałam.
- W jakim zespole śpiewa? – spytała zaciekawiona. Serio? To akurat ją zaciekawiło?
- Nie pamiętam. Coś tam.. strona… Coś tam… kierunek… Jeden kierunek… - zaczęłam się zastanawiać.
Nagle przez moment straciłam słuch. Wydawało mi się, że krzyk Scarlett było słychać w całym hotelu. Odruchowo odsunęłam słuchawkę od ucha i mocno się skrzywiłam. Co się stało, do cholery?
- Naprawdę ich poznałaś? – usłyszałam wrzask z słuchawki i przyłożyłam ją do zdrowego ucha.
- Ale kogo? O co ci w ogóle chodzi? – spytałam zakłopotana.
- No One Direction! – pisnęła z zachwytu. Auć. Moje bębenki dosłownie pękły z powodu nadmiaru decybeli.
- Kogo? – teraz już naprawdę nie wiedziałam, o co jej chodzi. – A, chodzi ci o tych chłopaków. – w końcu załapałam.
- No! I co? Naprawdę ich poznałaś? – ponowiła pytanie.
- Tak. – przytaknęłam bez entuzjazmu. – Są bardzo mili. No, z jednym wyjątkiem, ale o tym ci już mówiłam.
- Który pomylił te walizki? – czułam, że tak łatwo mi nie odpuści. Ech, nie mam ochoty się z nią użerać.
- Harry. – powiedziałam obojętnie.
- No co ty? – niedowierzała. – Na serio on? – jej głos nagle spoważniał. – Cholera. Nie lubię go.
- To przybij piątkę. – zaśmiałam się. – Ale jak to możliwe, że go nie lubisz?
- Wiesz… - zaczęła, jąkając się. – Nie powinno się wierzyć plotkom, ale wszędzie piszą, że to straszny flirciarz.
- Tak, domyśliłam się.
- Flirtował z tobą? – spytała, nagle zainteresowana. Tylko jedno jej w głowie.
- Nie, wręcz przeciwnie. – zaprzeczyłam i powaliłam się na łóżko. Byłam wykończona.
- Co, w jakim sensie? – nie odpuszczała.
            - Scarlett, muszę kończyć, zadzwonię wkrótce, pa! – zawołałam do słuchawki i chciałam się rozłączyć.
- Jenn, czekaj, co…
Pik. Nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Ta rozmowa mnie męczyła. Wypytywanie o jakiegoś kompletnego czubka nie było mi teraz na rękę.
Spojrzałam na zegarek leżący na szafce. 19:30. Za półtorej godziny miała zacząć się mała domówka  w domu chłopaków. W sumie żałowałam, że się zgodziłam. Byłam strasznie wyczerpana, miałam na głowie jeszcze sprawy związane z szkołą i znalezieniem jakiejś pracy. Ale Liam tak prosił. Musiałam się zgodzić. Westchnęłam zrezygnowana, wstałam z łóżka i podreptałam do łazienki, gdzie już czekała na mnie skromna, niebieska sukienka z lekko rozkloszowanym dołem i czarne vansy. Włosy zamierzałam zostawić rozpuszczone a jeśli chodziło o makijaż, jedynie tusz do rzęs i błyszczyk. Nie lubiłam się malować. Może i nie byłam zbyt ładna, ale nie chciałam nic ukrywać pod maską make-upu. Wolałam, aby ludzi zobaczyli mnie taką, jaką naprawdę jestem.
***
- Niall, bo mnie udusisz! – wysapałam, z trudem łapiąc powietrze.
            - Ups! Przepraszam. – powiedział, wreszcie wypuszczając mnie ze swojego żelaznego uścisku. Pachniał… stokrotkami?
            - Super, że przyszłaś. – odezwał się Liam, posyłając mi szczery uśmiech.
No ja nie wiem, czy tak super. Co ja tu w ogóle będę robić?
Spostrzegłam, że zbliżają się do nas Louis z jakąś przepiękną brunetką i Zayn z pewną śliczną blondynką. Wszyscy szczerzyli się do mnie szeroko.
            - Jenn, to jest Eleanor, moja dziewczyna. – przedstawił brunetkę Louis, jednocześnie całując ją mocno w policzek, na co ona zachichotała wesoło.
            - Cześć, miło mi cię poznać. – przywitała się, uśmiechając się szeroko. Była naprawdę śliczna. Nie dziwię się, że Louis stracił dla niej głowę.
            - Hej i wzajemnie. – również się do niej uśmiechnęłam i przeniosłam wzrok na blondynkę, która stała obok Zayna.
            - Jestem Perrie. – przedstawiła się i posłała mi wesoły uśmiech. Rany, ona też była prześliczna. Ale jak inaczej miały wyglądać dziewczyny takich przystojniaków? No na pewno nie tak jak ja.
            - Jennette, miło mi. – odwzajemniłam jej gest.
            - Ja niestety nie mam dziewczyny – powiedział tajemniczo Niall i nagle chwycił mnie mocno w talii, przez co zachwiałam się lekko – ale zaraz może się to zmienić. – spojrzał mi w oczy i zaśmiał się głośno. Natychmiast mu zawtórowałam i po chwili wszyscy wybuchli szczerym śmiechem.
            - Co wam tak do śmiechu? – usłyszałam czyjś głos, który był coraz bliżej nas.
            - Sophie, fajnie że jesteś. – powiedział Liam, chwycił dziewczynę w talii i musnął swoimi wargami jej policzek.
            - Jestem Jenn, miło cię poznać. – przedstawiłam się, podając jej rękę. Na mój widok uśmiechnęła się wesoło.
            - Sophie, cześć. – uścisnęła moją dłoń. – Nie miała na sobie tyle makijażu, ale i tak była bardzo ładna. Pasowali do siebie z Liamem.
            - Rozgość się. – oznajmił Lou i ruszył prędko z Eleanor na parkiet, a zaraz za nimi Zayn i Perrie.  Po jakimś czasie tańczyli już do jakiejś miłosnej ballady.
            - Czuj się jak u siebie w domu. – Liam uśmiechnął się do mnie i razem z Sophie poszedł do salonu. Dostrzegłam w nim Olly’ego Mursa, jakąś ciemnoskórą dziewczynę której nie znałam, paru starszych chłopaków i… O mój Boże… Niemożliwe… Eda Sheerana?
            - Znacie Eda Sheerana? – spytałam Nialla, wciąż nie wierząc swoim oczom.
            - Tak, to nasz przyjaciel. – uśmiechnął się i spojrzał w stronę salonu. – Chcesz go poznać?
            - Tak! – powiedziałam, a właściwie, wykrzyczałam. Uwielbiałam Eda. Jego muzykę, osobowość, wygląd. Nauczył mnie, że nie trzeba być miss piękności, aby dojść do czegoś w życiu.
Nagle telefon Nialla głośno zawibrował. Chłopak wyjął prędko komórkę z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz.
            - Przepraszam cię, ale muszę odebrać. – posłał mi błagalne spojrzenie.
            - Jasne. – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
Blondyn oddalił się trochę, a ja ruszyłam w stronę schodów. Skoro mam się rozgościć, to chyba mogę zwiedzić dom, prawda?
***
            Louis zamknął drzwi za ostatnimi już gośćmi. Odwrócił się do nas i wymówił bezgłośne „Nareszcie”. Zaśmialiśmy się wszyscy.
            - To ja już też będę się zbierać. – stwierdziłam, zerkając na dopiero co zamknięte drzwi.
            - No coś ty! – oburzył się Zayn. – Nie będziesz o tak późnej porze sama wracać do domu!
            - Właśnie. – poparła go Perrie. – Zostajesz tutaj na noc.
Na noc? Zwariowali, czy jak? I tak już siedziałam u nich długie godziny, nie chciałam sprawiać im jeszcze więcej kłopotów.
            - Nie, nie mogę. – zaprzeczyłam. – Poza tym, nie mam nawet piżamy.
            - Pożyczę ci. – zaproponowała El. – Żaden problem. – uśmiechnęła się do mnie wesoło.
Wszyscy pokręcili znacząco głowami. Rany, musiała to zaproponować? Teraz to już w ogóle nie dadzą mi się z tego wywinąć.
            - No nie wiem… - wahałam się i spojrzałam na czubki swoich butów.
             - Nie martw się, Jenn, nie zobaczysz Harry’ego – zaśmiał się Louis, a wszyscy mu zawtórowali.
Swoją drogą dziwne, że nie widziałam go na domówce. Pewnie cały czas siedział w swojej sypialni, bo nie chciał mnie oglądać. Ja czułam się właśnie tak.
            - Jenn, bez dyskusji! – wrzasnął Liam, ale w jego głosie brzmiało rozbawienie.
Wszyscy patrzyli na mnie błagalnie, w oczekiwaniu na pozytywną odpowiedź. Szczerze mówiąc zdziwiłam się, że mnie tak prędko polubili. Przecież byłam dla nich jak obca.
Przewróciłam tylko oczami i w końcu odpowiedziałam:
            - Oj, dobra! – poddałam się. – Niech już wam będzie.
            - Hurra! – krzyknął rozradowany Niall, chwycił mnie w pasie i podniósł wysoko do góry. Zaczął mną kręcić w powietrzu przez chwilę, ale po pewnym czasie w końcu mnie puścił.
            - No to… chodź na górę, pokażemy ci twój pokój. – powiedziała Perrie, złapała mnie za rękę i razem z resztą dziewczyn pobiegłyśmy na górę.
Po kilku metrach skręciłyśmy w lewo i weszłyśmy do wielkiego pokoju, którego ściany pokrywał oniemiający karmel. Pokój był ogromny, łóżko tak samo. Cóż, chociaż raz się wyśpię.
            - To twoja piżama. – Eleanor weszła do pokoju i podała mi jakieś jasnożółte ciuchy. Spojrzałam na nie. Wąska koszulka na ramiączkach i długie spodnie. O rany.
            - Eee… Dzięki. – jąkałam się. – Ale to raczej nie jest w moim stylu.
Oj wiem, że to tylko piżama, ale ja nie lubiłam spać w takich rzeczach. Wolałam luźne ciuchy.
            - Ach, przepraszam. – odpowiedziała zawstydzona El i zarumieniła się lekko.
            - Nie, to nie jest twoja wina. – wytłumaczyłam szybko. – Po prostu nie lubię takich obcisłych rzeczy.
Nagle do pokoju wszedł Niall z Zaynem. Mulat trzymał w ręku jakieś granatowe ubranie. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
            - Proszę. – powiedział i wręczył mi ciuch. – To pewnie bardziej ci się spodoba.
Rozprostowałam ubranie i okazało się, że to granatowa, męska koszulka z nazwą kapeli Ramones. Uwielbiałam ten zespół. Uśmiechnęłam się szeroko do koszulki.
            - Dziękuję. – spojrzałam na chłopaków i posłałam im wesoły uśmiech. – Czyja to koszulka?
            - Eee… - zaczął nieśmiało Niall, drapiąc się po szyi. Zauważyłam, że oblał się delikatnym rumieńcem. Zayn też był zakłopotany, starał się skleić ze sobą słowa, ale nie za bardzo mu wychodziło. Co jest grane?
            - To koszulka Nialla. – odpowiedział szybko mulat. Odetchnął głęboko z ulgą.
Spojrzałam zdezorientowana na blondyna, a ten posłał mi nieśmiały uśmiech. Dziwne.
            - To m już lecimy. – odezwała się Eleanor i spojrzała znacząco na chłopaków.
            - Tak. Dobranoc. – pożegnała się Perrie i uśmiechnęła się do mnie wesoło.
Wszyscy powoli zaczęli wychodzić z pokoju. Mulat wyszedł jako ostatni.
            - Zayn, zaczekaj! – krzyknęłam i ruszyłam prędko na korytarz. – Gdzie jest łazienka? – zapytałam.
Mulat odwrócił się i spojrzał na mnie zamyślony.
            - Łazienka… - zaczął powoli, rozglądając się po całym domu. Westchnął głośno, jakby się nad czymś zastanawiał. Nie wie gdzie w jego domu jest łazienka?

            - Trzecie drzwi po lewej. – powiedział w końcu, wskazując mi kierunek i  uśmiechnął się figlarsko. Spojrzał na mnie a ten tajemniczy uśmieszek nie schodził mu z twarzy. Aha?

czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 1


Zawsze lubiłam wyzwania. W liceum przez cały czas brałam udział w przeróżnych zawodach i konkursach. Uważałam, że trzeba łapać nowe doświadczenia i odkrywać inne drogi w życiu. Dlatego z jednej strony cieszyłam się na ten wyjazd. Nowy klimat, środowisko. Ale nowe doświadczenia zawsze zdobywałam ze Scarlett. Z nią zawsze szłam dalej i nie spoglądałam za siebie. To był powód moich wątpliwości. Byłabym tam zupełnie sama.
 - Oj przestań. Będę cię często odwiedzać. – powiedziała Scarlett, kiedy już byłyśmy na lotnisku.
 - Ale ja tam będę zupełnie sama. – narzekałam, patrząc na nią smutno. Tak bardzo nie chciałam się z nią rozstawać.
  - Założę się, że zaraz po przylocie poznasz jakiego oszałamiającego przystojniaka, który zakocha się w tobie na zabój. – zachichotała, po czym wzięła ode mnie jedną walizkę.
 - Jasne. – przewróciłam oczami. Nie lubiłam, kiedy tak mówiła. Wierzyła w wielką miłość do końca życia, mimo, iż jeszcze jej nie odnalazła. Ja już raz się sparzyłam i nie miałam zamiaru tego powtarzać.
  - Kto wie, Jenn. W życiu nic nie jest pewne. – powiedziała tajemniczo, spoglądając na mnie poważnie.
- Jak na przykład twoje studia. – stwierdziłam, na co ona od razu wywróciła oczami. – Kiedy wreszcie się na jakieś zdecydujesz?
- Kiedy wreszcie coś mi będzie odpowiadało. – podsumowała i uniosła dumnie głowę.  - Mieszkania też ci nie odpowiadają. – zauważyłam.
Kiedy skończyłam szkołę, tata w nagrodę kupił mi mieszkanie w centrum Sydney. Nie, że miał zamiar się mnie jak najszybciej pozbyć z domu, po prostu chciał sprawić mi przyjemność. Od dziecka byłam samodzielna. Szczerze mówiąc, bardziej niż on.
Jeśli chodzi o mieszkanie, to od jakiegoś czasu mieszkała w nim Scarlett. Ja od dawna planowałam mój wyjazd do Londynu, więc ono na nic by mi się nie przydało. A Scarlett przechodziła akurat jakiś szaleńczy okres buntu, typu „Nie jestem zależna od rodziców” więc wyprowadziła się od nich. Szukała sobie mieszkania. Od razu zaproponowałam jej moje nowe lokum. Na początku się opierała, ale w końcu udało mi się ją namówić.
- Przepraszam, ale to ty mi zaproponowałaś twoje mieszkanie. – oburzyła się, rzucając mi gniewne spojrzenie.
 - Przecież żartuję, złośnico. – zaśmiałam się i dałam jej kuksańca w bok. Uwielbiałam się z nią drażnić. Tego też będzie mi strasznie brakowało.
Powoli zbliżałyśmy się do odprawy. Spojrzałam na nią niepewnie, a po chwili już trzymałam ją mocno w ramionach. Po moim policzku spłynęła jedna, malutka łza.
 - Obiecaj mi, że tam w Anglii nie znajdziesz sobie lepszej przyjaciółki ode mnie. – zaszlochała Scarlett. Miała bardzo słabe nerwy, bardzo często wybuchała płaczem.
- Obiecuję. – przyrzekłam, ściskając ją jeszcze mocniej. – A ty obiecaj, że nie zapomnisz o mnie. – szepnęłam.
 - Oczywiście, że nie, głuptasie. – zaśmiała się, a jej słone łzy skapnęły na mój sweter.
Wszyscy ruszyli w stronę odprawy, a ja lekko odlepiłam się od przyjaciółki. Chwyciłam od niej moją walizkę i powoli poszłam za tłumem.
- Pamiętaj, żeby zadzwonić do mnie jak już będziesz na miejscu! – usłyszałam za sobą krzyk Scarlett.
 - Dobrze! – odkrzyknęłam w jej stronę, lecz nie miałam pewności, czy usłyszała. Byłam już dosyć daleko od niej, a za mną znajdowało się mnóstwo ludzi próbujących się dostać do samolotu.
 - Pamiętaj Jennette, to będzie wspaniała przygoda. – szepnęłam do siebie, po  czym potknęłam się o czyjeś stopy. O mało co nie upadłam na ziemię, kiedy ktoś przypadkowo podsunął mi walizkę pod nogi. – Wspaniała przygoda. – westchnęłam cicho, po czym kolejna samotna łza ponownie popłynęła po moim chłodnym policzku.
***
- Uważaj, jak leziesz! – krzyknął do mnie jakiś mężczyzna, kiedy przypadkowo wpadłam na niego, wychodząc z samolotu.
- Bardzo przepraszam! – odkrzyknęłam w jego stronę, ale chyba mnie nie słyszał.
A więc, byłam już w Londynie. Moje największe marzenie wreszcie się spełniło. Będę studiować w najwspanialszym mieście na całym świecie. Ale czy poradzę tam sobie? Będę tam zupełnie sama, a ludzi pełno, którzy tylko czyhają, żeby kogoś skrzywdzić albo okraść. Na samą myśl przeszedł mnie zimny dreszcz. O nie! Nie dam sobie popsuć największej przygody w życiu przez moje głupie myśli. Trzeba być pozytywnie nastawionym! Pokręciłam znacząco głową i wypięłam dumnie pierś. Czas wreszcie stawić czoło wyzwaniu.
Nagle ktoś zaczął się strasznie przepychać, przez co gwałtownie upadłam na ziemię, jednocześnie wyrzucając walizkę z ręki. Poczułam, jak w mojej prawej dłoni coś głośno strzyknęło.
- Uważaj, jak chodzisz! – usłyszałam przed sobą czyjś wrzask. Podniosłam powoli wzrok i jedyne co spostrzegłam, to prześliczne, zielone oczy. Działały na mnie jak hipnoza. Nie mogłam od nich oderwać wzroku.
 - Ja? – oburzyłam się, ciągle trzymając się kurczowo za nadgarstek. Nie byłam pewna, ale chyba go skręciłam.
- A kto, ja? – parsknął chłopak, złapał prędko za swoją walizkę i odszedł szybko w stronę pewnego bladego ochroniarza. Po pewnym momencie kompletnie straciłam go z oczu.
- Co za dupek. – mruknęłam pod nosem i powoli wstałam z podłogi. Spojrzałam na prawą dłoń i cicho syknęłam z bólu. Super. Skręcony nadgarstek. Po prostu świetnie.
Nie patrząc w dół, chwyciłam prędko walizkę i ruszyłam szybko w stronę wyjścia z lotniska. Nie za fajny początek, jak na wspaniałą przygodę.
***
            Przekręciłam klucz w zamku i wreszcie weszłam do mojego pokoju hotelowego. Rozejrzałam się po całym pomieszczeniu. Wyglądało dość przytulnie. Normalne łóżko z kremową pościelą, na ścianach bordowo biała tapeta w paski, barek, niewielka szafa i małe biurko. Nie był to jakiś pięciogwiazdkowy hotel, ale mi to wystarczało. Lubiłam prostotę. Spojrzałam na drzwi do łazienki, które były lekko rozchylone. Przez szparę dostrzegłam połysk niebieskich, błyszczących kafelek i kabinę małego prysznica.
Podeszłam do łóżka, na które rzuciłam swoją walizkę i rozpięłam powoli jej zamek, z zamiarem wyjęcia swojej kosmetyczki. Otworzyłam wieko i to co zobaczyłam, wywołało u mnie nie lada zdziwienie.
W walizce nie było moich rzeczy. Zamiast damskich koszulek i obcisłych rurek, znajdowały się wielkie męskie t-shirty i pełno markowych jeansów. Po mojej kremowej kosmetyczce w czarne kropki nie było nawet śladu. Znalazłam jedynie jakąś czarną, w której roiło się od nitekdentystycznych i żelu do włosów. Moją rzesze skromnych staników, zajęła armia najlepszych bokserek od Calvina Kleina.
Myślałam, że zaraz zemdleję. Ten roztrzepany czubek z lotniska pomylił walizki!  I na co było się tak śpieszyć? Teraz będę musiała go szukać po całym Londynie! Spojrzałam na „moją” walizkę i spostrzegłam, że naprawdę były identyczne. Czemu nie kupiłam sobie takiej, która ma jakieś charakterystyczne wzory, czy coś? Teraz na pewno nie doszłoby do takiej sytuacji.
Zaraz, zaraz. Przecież każdy normalny człowiek zapisuje na swojej walizce miejsce zamieszkania, tożsamość i numer telefonu. Przewróciłam ją na drugą stronę i znalazłam na ściance małą karteczkę. Na niej napisany był jedynie adres i inicjały „HS”. No tak, jak mówiłam, „każdy normalny człowiek”. Ale przynajmniej był adres. Chociaż powiem szczerze,  nie za bardzo uśmiechało mi się jechać na drugi koniec Londynu tylko po to, aby zawieźć jakiemuś głupkowi jego walizkę. Zresztą, pomyłka nastąpiła z jego winy.
Westchnęłam głośno, zamknęłam prędko walizkę i leniwie zsunęłam się z łóżka. Byłam strasznie wyczerpana podróżą. Fakt, mogłam oddać komuś tę walizkę jutro, ale nie miałam najmniejszego zamiaru spać w jego ciuchach. Swoją drogą dziwne, że nie miał piżamy. Może sypiał nago. Na samą myśl wzdrygnęłam się mocno. Pośpiesznie chwyciłam torbę, wyszłam drzwiami na hol i zrezygnowana podreptałam w stronę recepcji. Kolejne świetne wydarzenie w mojej wspaniałej przygodzie.
***
- Dzień dobry. – usłyszałam przed sobą głos, który dochodził z ust wysokiego, przystojnego bruneta, który właśnie otworzył drzwi.
Ten dom był niesamowity. Był wielkości mojej dawnej szkoły, ale był warty minimum cztery razy więcej. Kremowe ściany idealnie komponowały się z zielonym, idealnie przystrzyżonym trawnikiem. Przed budynkiem znajdowało się sześć ekskluzywnych, drogich samochodów, które od samego patrzenia powodowały zawrót głowy. Za domem mieścił się gigantyczny ogród, z którego wystawały czubki wielu drzew. Dostrzegłam coś jeszcze. Z lewej strony za budynkiem znajdował się olbrzymi basen, który był tak ogromny jak pole do baseballa. Ten cały widok przyprawiał mnie o wielkie zawroty głowy. Zdecydowanie za dużo przepychu.
- Cześć. – przywitałam się, posyłając mu ciepły uśmiech. Natychmiast go odwzajemnił. Wydawał się być miłym człowiekiem. – Pan „HS”?
Przyjrzałam się chłopakowi uważnie. Czarne conversy, ciemne jeansy, szara rozpinana bluza i biały t-shirt. Miał rozczochrane, brązowe włosy postawione na żel i piwne oczy. Zatrzymałam się na chwilę na jego tęczówkach. Czyli jednak to nie był on.
- Nie, niestety. – uśmiechnął się do mnie promiennie, a ja zrobiłam to samo. – Ale Harry Styles tu mieszka. Wejdź proszę. – gestem ręki kazał mi wejść do środka. – Zaraz go zawołam.
Więc nazywał się Harry Styles. Całkiem przyjemnie, jak na głupiego durnia, który nie widzi nic poza czubkiem swojego nosa.
A ja naiwna myślałam, że to na zewnątrz jest tyle przepychu. Środek domu wyglądał niczym pałac królewski. Tylko większość mebli było z dzisiejszej epoki. Rozejrzałam się dookoła i po prostu zaparło mi dech w piersiach. Ten dom naprawdę był ogromny.
- Liam Payne. – przedstawił się chłopak, podając mi dłoń.
- Jennette Warner. – odpowiedziałam i uścisnęłam jego rękę. Był naprawdę przystojny. – Przyszłam do pana , ponieważ na lotnisku doszło do pomyłki. – oznajmiłam, wskazując ręką na czarną walizkę.
- Aha. Poczekaj tu chwilkę, zaraz go zawołam.
Nagle doszedł nas hałas, który dobiegał ze strony schodów. Oboje zerknęliśmy w tamtą stronę i zauważyliśmy, że w naszą stronę zmierzają trzy postacie. Trio przystojnych chłopaków, którzy patrzyli na mnie zdezorientowani. Na mój widok zatrzymali się momentalnie i lekko zakłopotani spojrzeli na Liama, w oczekiwaniu na wyjaśnienia.
- Chłopaki, to jest Jennette. – przedstawił mnie Liam, wskazując na mnie ręką.
- Miło mi. – przywitałam się, podając dłoń błękitnookiemu blondynowi, który uśmiechał się do mnie serdecznie.
- Niall. – odpowiedział i mocno uścisnął moją dłoń.
- Zayn. – odezwał się brązowooki brunet o ciemnej karnacji. Włosy miał postawione na żel, a na jego twarzy widniał kilkudniowy zarost. Był naprawdę przystojny.
- Louis. – oznajmił ostatni chłopak o jasno niebieskich oczach i figlarnym uśmiechu. Wyglądał na żartownisia. – Cześć, Jenny.
- Cześć, Lou. – uśmiechnęłam się do niego szeroko, a on natychmiast to odwzajemnił. Pierwszy raz w swoim życiu byłam w jednym pomieszczeniu z czterema najprzystojniejszymi mężczyznami jakich widziałam jednocześnie.
- Ugośćcie Jennette, a ja pójdę po Harry’ego. – odezwał się Liam i pobiegł prędko na górę. Zayn wskazał wszystkim salon i razem z Niallem usiadłam na białej sofie, a mulat z Louisem zajęli większą kanapę.
- Co cię łączy z Hazzą? – spytał ni zowąd Niall, chwytając ze stolika czekoladę mleczną i zaczął ją dzielić na części.
Cóż, był bardzo bezpośredni. Powiem szczerze, że jednak to pytanie za bardzo mnie nie zdziwiło. Ten cały Styles wyglądał na takiego, który bawił się kosztem kobiet i codziennie przyprowadzał inną. Mimo to otworzyłam usta ze zdziwienia.
- Nie znam go. – odpowiedziałam szybko. – Na lotnisku pomylił walizki, więc przyszłam to wyjaśnić. – tu znowu wskazałam na czarną walizkę.
- To świetnie. – powiedział figlarnie Zayn i puścił do mnie oko. Jak na komendę zarumieniłam się delikatnie.
- Zayn, pamiętaj, że masz narzeczoną. – upomniał go Louis i spojrzał na mnie uśmiechając się jednocześnie.
- Żartuję tylko. – bronił się mulat i ukradł Niallowi kostkę czekolady, na co ten spojrzał na niego wrogo.
Zaczęłam rozglądać się po całym pomieszczeniu. Wielki plazmowy telewizor, jakieś 80 cali, dwie wielkie skórzane kanapy, multum foteli, barek, regały z książkami, komody, stoliki i setki półek. Wszystkiego było pełno. Widok naprawdę zapierał dech w piersiach. Starałam się jak najskuteczniej powstrzymywać moją ciekawość, ale w końcu pękłam i spytałam zaciekawiona:
- Mieszkacie tu wszyscy? – zerknęłam na Louisa, który właśnie włączał telewizor.
- Najczęściej tak. – potwierdził Lou. – Czasami śpimy w swoich domach, ale najbardziej i tak wolimy mieszkać wszyscy razem.
O mało co nie zakrztusiłam się powietrzem. O czym on mówił? Mają ogromny dom, bardzo luksusowy i jeszcze każdy z nich ma osobne lokum? Skąd oni brali na to wszystko pieniądze?
- Skąd macie na to kasę? – nie wytrzymałam, ale od razu ugryzłam się w język. – Przepraszam, nie powinnam o to pytać. – czułam, jak moje policzki przybierają kolor krwistej purpury.
 - Nie, nic się nie stało. – Zayn zaśmiał się lekko. – Szczerze, trochę się dziwiłem, że jeszcze nas nie poznałaś.
A skąd miałam ich znać? Mieszkamy przecież na innych kontynentach. Swoją drogą, gdybym znała takich przystojniaków, na pewno bym ich zapamiętała.
- Ale ja was nie znam. – powiedziałam zdezorientowana. – Nie przypominam sobie, żebym was kiedyś widziała.
Chłopaki spojrzeli na mnie lekko zakłopotani. Czy my naprawdę się kiedyś spotkaliśmy? W pewnym momencie poczułam się trochę zawstydzona, że nie mogłam ich sobie przypomnieć. Ale swoją drogą, gdzie mogliśmy się spotkać? W głowie miałam prawdziwy mętlik. Louis westchnął cicho i spojrzał na mnie uważnie.
- Dobra. Bo widzisz Jenny, jesteśmy… - nie dokończył, bo jego wypowiedź przerwała muzyka, która zaczęła dobiegać z telewizora. Zerknęłam na plazmę i to co zobaczyłam, dało odpowiedź na wszystkie pytania, które wcześniej mnie dręczyły.
Na kanale MTV leciała piosenka znanego zespołu, One Direction. Spojrzałam na telewizor i moich oczu dobiegł widok pięciu przystojnych mężczyzn, śpiewających i tańczących. Ciemnowłosy mulat – Zayn, uroczy blondynek – Niall, śmieszny rozrabiaka – Louis, poważny romantyk – Liam i… zielonooki, przystojny loczek ze słodkimi dołeczkami. Niejaki Harry.
Nagle ze schodów doszedł nas cichy hałas. Wszyscy spojrzeliśmy w tamtą stronę i ujrzeliśmy dwóch mężczyzn – Liama i Harry’ego.
Wstałam pośpiesznie i ruszyłam w ich stronę. Liam uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja nerwowo odwzajemniłam jego gest. Zdawał się być w dobrym humorze. Ale o Harrym nie można było tego powiedzieć. Spoglądał na mnie wrogo i dumnie skrzyżował ręce na piersi.
- Co to za dziewucha? – zapytał, a w jego głosie można było dostrzec drwinę i obojętność.
Zazwyczaj nie oceniałamludzi po pozorach. Zawsze starałam się ich lepiej poznać, żeby dopiero wtedy móc śmiało stwierdzić, jacy naprawdę są. Zresztą, nawet nie potrafiłam ocenić ludzi po pierwszym spotkaniu.

Ale właśnie zdarzył się wyjątek. Znałam Stylesa zaledwie od paru sekund, a już mogłabym napisać o nim referat na co najmniej tysiąc słów. Wiedziałam jedno. Nienawidziłam go.
------------------
Dzień dobry :)x
I jak Wam się podoba pierwszy rozdział?
Wahałam się, czy go dzisiaj dodać, ale w tym opowiadaniu jestem trochę "do przodu" więc pomyślałam, czemu nie? :)
Serdecznie zapraszam do komentowania:)