Dostałam pod opiekę psa chłopaka mojej siostry, jest taki cudowny *0*
Ale nie będę Was zanudzać moim gadaniem.
Serdecznie zapraszam na czwarty już rozdział:)
P.S Kawałek rozdziału jest z perspektywy Harry'ego, więc będziecie mogły zobaczyć,jak on to wszystko widzi :)
~*~
- W co ja mam się kurde ubrać? – jęknęłam
głośno, kiedy spojrzałam na moją nędzną walizkę. Nie zapakowałam niczego na imprezy.
Chciałam się przecież przede wszystkim skupić na nauce.
- Założę się, że nie spakowałaś niczego na
galę. - zachichotała Eleanor i przyjrzała się mojej żałosnej walizce.
Okej, sprawa wygląda tak. Zostałam zaproszona na jakąś mega
imprezę gwiazd. Na początku za Chiny nie chciałam się zgodzić, ale w końcu
wszyscy mnie namówili. Od czasu, kiedy Liam mnie zaprosił, do gali zostały
jeszcze trzy dni. Oczywiście nalegał, żebym zamieszkała w ich domu do tego
czasu. Gdybyście widzieli, co się wtedy działo. Niall musiał mnie zmuszać siłą,
abym się zgodziła. Pojechał również ze mną do hotelu po wszystkie rzeczy, abym
„przypadkiem” nie wywinęła im jakiegoś numeru. No bo sami powiedzcie, trzy dni
z Harrym pod jednym dachem? Chociaż jego mina była bezcenna. Wyglądał, jakby
zjadł co najmniej cztery cytryny naraz. Uroczy widok.
- Och przepraszam, ale zapomniałam, że
będę chodzić na wielkie imprezy dla największych gwiazd show biznesu. –
zadrwiłam, po czym wszystkie wybuchłyśmy wesołym śmiechem. Naprawdę polubiłam
te dziewczyny. Są naprawdę fajne.
- Czekaj, chyba mam coś odpowiedniego dla
ciebie. – powiedziała Perrie i zniknęła za drzwiami mojej sypialni.
- O co… - spojrzałam pytająco na Sophię,
ale Perrie już zdążyła wrócić do pokoju z jakąś sukienką, którą ukrywała za
plecami.
- Taadaaam! – krzyknęła i jednocześnie
wyjęła zza pleców piękną, oszałamiającą, cudowną i prześliczną malinową
sukienkę, z lekko rozkloszowanym dołem, w stylu lat osiemdziesiątych, z
długością do kolan. Oczy mi zbielały z zachwytu.
- Boże Perrie, jest śliczna! –
zapiszczałam, jednocześnie mocno ją ściskając, że na chwilę nie mogła złapać
tchu. – Dziękuje!
- Uważaj, bo mnie udusisz wariatko!
- Ach, przepraszam. – zarumieniłam się
lekko.
Sophia wzięła od Perrie wieszak z sukienką i przyłożyła do
swojego ciała, robiąc minę modelki. Uśmiechnęłam się.
- Harry na pewno będzie zachwycony. –
rzekła El, układając usta w dziubek. Dziewczyny zachichotały głośno, a ja zmroziłam
je wszystkie wzrokiem.
- Bardzo śmieszne. – warknęłam, robiąc w
powietrzu cudzysłów przy wymawianiu ostatniego słowa. – Wiecie, że go
nienawidzę.
- Kto się czubi… - zaczęła Eleanor, po
czym osunęła się na łóżko ze śmiechu. Rzuciłam w nią kremową poduszką.
-
Och, zamknij się, El. – odgryzłam się, kłując ją palcem w brzuch. Zaśmiała
się jeszcze głośniej.
- Dobra dziewczyny, koniec śmichów
chichów! – powiedziała Sophia, kilkakrotnie klaskając w dłonie. – Czas zamienić
nas w księżniczki.
No to po
mnie.
***
Westchnęłam głośno i obróciłam się powoli wokół własnej osi. Spojrzałam
na swoje odbicie w lustrze. Co one ze mną zrobiły… Sukienka była cudowna, to
fakt, ale reszta mnie wyglądała przerażająco. Włosy miałam upięte w kok i
wpiętą w niego kokardkę. Fuj, jak słodko. Makijaż zdecydowanie za mocny, jak
dla mnie. Gdzie tu w ogóle moja twarz? Oczu już kompletnie nie mogłam dostrzec.
Dziewczyny próbowały nakłonić mnie na jedenastocentymetrowe szpilki, ale za nic
się nie zgodziłam. Byłam tak uparta, że wreszcie poddały się i pozwoliły mi
ubrać krótkie białe conversy. Przynajmniej to. Nikt nie zmusi mnie do założenia
obcasów.
Zeszłyśmy razem z dziewczynami na dół, gdzie chłopcy już na
nas czekali. Wszystkie podeszły do swoich ukochanych, szczerząc się do nich
wesoło. Wyglądały naprawdę pięknie. Czułam się przy nich niczym brzydkie
kaczątko.
- Wyglądasz prześlicznie, Jenny. –
powiedział Niall, gdy podeszłam do niego, po czym pocałował mnie delikatnie w
policzek. – Tak słodko.
- Zamknij się, Horan. – warknęłam, dając
mu kuksańca w bok i śmiejąc się wesoło. – Ale dziękuję.
- Do usług. – zasalutował jak żołnierz i
posłał mi swój śnieżnobiały uśmiech. Odwzajemniłam go.
- O Boże. Czuję się jak w jakiejś ckliwej
komedii romantycznej. – usłyszałam głos Harry’ego za sobą. Spojrzałam na niego,
a on przyglądał się nam zażenowany.
- Nieładnie tak zazdrościć. – powiedziałam
słodko i zatrzepotałam rzęsami. Niall zaśmiał się głośno, a ja poczułam
przyjemne uczucie satysfakcji. Harry burknął coś pod nosem i poszedł w kierunku
drzwi.
- Chodźmy już. – rzekł stanowczo,
otwierając je. Wszyscy zaczęli wychodzić, a kiedy ja miałam przekroczyć próg,
Harry nagle puścił drzwi i poszedł w kierunku samochodu.
- Dupek. – burknęłam pod nosem i
otworzyłam wściekła drzwi. Dogoniłam Nialla i zamierzałam usiąść obok niego,
ale Eleanor wcisnęła się obok blondyna, ciągnąc za sobą Louisa. Rozejrzałam się
za wolnymi miejscami, ale było tylko jedno. Kurde.
Posłałam El spojrzenie „Zabije cię” i wściekła usiadłam obok
Harry’ego, który też nie był tym zachwycony, delikatnie mówiąc. Szybko odsunął się
ode mnie.
Jak ja mam
wytrzymać całą drogę?
*Oczami Harry’ego*
Świetnie. Po prostu super. Czemu ta irytująca dziewczyna
musiała usiąść akurat obok mnie? Ugh.
Wbiłem wzrok w coś za oknem i włożyłem słuchawki do uszu.
Zerknąłem na mojego iPhone’a z zamiarem wybrania piosenki.
- The Rolling Stones? – usłyszałem głos
Jenn zza mojego ramienia. – Oni są beznadziejni.
- Co? – spytałem oniemiały, spoglądając na
nią wrogo. – Są fantastyczni.
- Dla takiej osoby jak ty, pewnie są. –
burknęła pod nosem, ale i tak zdołałem to usłyszeć. Boże, jak ta dziewucha mnie
irytuje.
- Co powiedziałaś? – spytałem, ciskając w
nią piorunami z oczu. - A czego ty słuchasz, pani mądralińska? – warknąłem do
niej, starając się wyrwać jej telefon z dłoni.
Zacisnęła mocno rękę
na komórce, ale ja byłem silniejszy. Wyrwałem w końcu jej iPhone’a i spojrzałem
na wyświetlacz.
- Nirvana? Serio? – zakpiłem i oddałem jej
telefon. – Przecież oni nawet nie żyją.
- I co z tego?! – ryknęła głośno wściekła
i walnęła mnie pięścią w ramię. Wcale mnie to nie bolało, ale spojrzałem na nią
oburzony. Już zamierzałem jej oddać, ale Liam mnie powstrzymał.
- Możecie przestać? – powiedział
zirytowany i posłał mi piorunujące spojrzenie. No tak, Daddy musi trzymać
wartę. Hej, ale przecież to nie moja wina!
Przewróciłem tylko oczami i ponownie wbiłem wzrok w szybę. Kierowca
gwałtownie skręcił, a Jenn położyła się nagle na moich kolanach, przez co
zerwała mi słuchawki z uszu. Jak.Ona.Mnie.Denerwuje!
- Nie kładź się na mnie! – wrzasnąłem i
odsunąłem się od niej jeszcze bardziej.
- To nie moja wina! – odkrzyknęła
wściekła. – Nie jesteś w ogóle przystojny, więc uwierz mi, to nie było
przyjemne. Zaraz zwymiotuję. – odgryzła się i zaczęła udawać odruchy wymiotne.
Jest obrzydliwa.
- Aw, są tacy słodcy, jak się droczą. –
zagruchał Louis, trzepocząc figlarnie rzęsami.
- Nie jesteśmy słodcy!!! – krzyknęliśmy
jednocześnie, aż wszyscy w limuzynie zadrżeli.
Odwróciłem wzrok i zacząłem się skupiać na muzyce, którą
słyszałem przez słuchawki. Jenn cały czas mocno się wierciła, przez co ocierała
się o mnie, a ja miałem coraz mniej miejsca.
- Możesz się tak nie rozpychać? – rzuciłem
w jej stronę, kurcząc się ponownie. Ma hemoroidy, czy jak?!
Jenn już chciała się odgryźć, ale Liam spojrzał na nią
karcąco, przez co ta spuściła wzrok i odsunęła się ode mnie jak najdalej mogła.
W końcu umilkła. Nareszcie będę miał spokój.
*Oczami Jennette*
Jako ostatnia wysiadłam z limuzyny, trochę się bojąc, co mogę
za chwilę zobaczyć. Spojrzałam niepewnie w górę i ujrzałam wielki, oświetlony
budynek, do którego wlewał się tabun ludzi, pięknie ubranych i świetnie
wyglądających. Dosłownie roiło się tutaj od najsławniejszych osób na całym
świecie. Boże, czy Taylor Lautner właśnie na mnie spojrzał?
Weszliśmy wszyscy na czerwony dywan, którego boki były osaczone
przez miliony dziennikarzy, fotoreporterów i fanów, którzy robili nam tysiące
zdjęć, zadawali pytania. To wszystko było dla mnie bardzo dziwne, zupełnie
obce. Tak wielkie zainteresowanie moją osobą było wręcz nie do zniesienia.
Spojrzałam na Harry’ego, którego zły nastrój całkowicie
opuścił. Uśmiechał się do każdego robionego zdjęcia i odpowiadał wesoło na
pytania. Kroczył po czerwonym dywanie niczym król, idący ku swojemu tronowi.
Czuł się jak ryba w wodzie. Był w swoim żywiole. Denerwowało mnie to.
- Niall, co to za dziewczyna? – usłyszałam
z ust jakiegoś dziennikarza, który wskazał na mnie palcem. Cóż za maniery.
- To jest nasza nowa przyjaciółka,
Jennette. – odpowiedział uśmiechnięty i przytulił mnie po przyjacielsku.
Zawstydzona uśmiechnęłam się delikatnie, po czym straciłam wzrok na chwilę,
oślepiona błyskiem flesza. Jak oni mogą to tak normalnie znosić?
- Jennette, jak postrzegasz One Direction?
- Są cudowni. Nie mogłabym wymarzyć sobie
lepszych przyjaciół. – odpowiedziałam komuś na pytanie, uśmiechając się
promiennie. Ważne jest pierwsze, dobre wrażenie.
- Czy to na pewno tylko przyjaciółka? –
spytał ktoś.
- Tak, wszyscy ją uwielbiamy. Jest
wspaniała. – odpowiedział Liam i uśmiechnął się do mnie. Na słowo „wszyscy”
Harry odwrócił ku mnie głowę i posłał mi wrogie spojrzenie. Nie pozostałam mu
dłużna. Miotaliśmy tak w siebie piorunami z oczu, kiedy Zayn złapał mnie w
pasie i razem z nim i Perrie weszłam do budynku. Mimo, iż byliśmy już w środku,
cały czas słyszałam:
- Harry, kocham cię!
- Jesteście świetni!
- Niall, wyjdź za mnie!
- Jesteś moim marzeniem, Zayn!
- Liam, oddam ci swoje serce!
- Louis, masz fajny tyłek!
Na to ostatnie zaśmiałam się głośno, na co wszyscy spojrzeli
na mnie zdziwieni. Zawstydzona spuściłam wzrok i zarumieniłam się mocno.
Ruszyliśmy dalej w stronę naszych miejsc. Nagle ktoś szturchnął mnie w ramię, i
szepnął do ucha:
- Też masz fajny tyłek, Jenn.
Zarumieniłam
się ponownie i z całej siły starałam się stłumić śmiech.
***
- Co podać? – zapytał przystojny barman,
wycierając szklankę.
- Piwo, jakiekolwiek. – odpowiedziałam i
zaczęłam się rozglądać po parkiecie.
Louis wywijał z
Eleanor, a Zayn i Perrie rozmawiali z Emeli Sande. Sophia z Liamem również
tańczyli, ale wolno, zupełnie nie do rytmu muzyki. Nialla nie mogłam dostrzec,
za dużo ludzi tańczyło na parkiecie.
Szczerze mówiąc, byłam na niego zła. Obiecywał mi, że pozna
mnie dzisiaj z Edem Sheeranem. I co? Kompletnie o tym zapomniał. Sama nie będę
prosić, bo wyjdę na desperatkę. A przecież do Eda nie podejdę.
- Proszę. – barman wręczył mi kufel z
piwem. Uśmiechnęłam się do niego miło i zatrzepotałam rzęsami. Odwzajemnił go
zarumieniony. Zawsze się na to łapią. Mały flirt jeszcze nikomu nie zaszkodził.
Gala była strasznie nudna. Siedziałam bezczynnie i wysłuchiwałam
innych. Właściwie udawałam, że słucham. Myślałam, że impreza będzie ciekawsza,
tym bardziej, że nie ma tutaj paparazzi, ale myliłam się. Moi towarzysze
tańczyli ze sobą, a jedyna osoba, z którą również mogłabym to zrobić, był
Niall, ale go gdzieś wywiało. Chyba przed chwilą wydziałam go rozmawiającego i
śmiejącego się z Ellie Goulding. Przyznam, wyglądali uroczo.
Łyknęłam zdrowo brązową ciecz ze szklanki i ponownie
spojrzałam na parkiet. Dostrzegłam Harry’ego, tańczącego z jakąś bardzo
wymalowaną blondynką, która przykleiła się do jego torsu. Złączyli swoje usta w
namiętnym pocałunku, trwając w nim nieskończoność. Pośpiesznie odwróciłam wzrok
zażenowana i ponownie napiłam się piwa. Harry i te jego laski. Żałosne.
Nie miałam już dłużej zamiaru siedzieć tutaj i nic nie robić,
więc wyszłam na wielki taras, który znajdował się naprzeciwko wyjścia.
Dotknęłam rękami zimnej poręczy i zacisnęłam mocno palce. Do moich nozdrzy
zaczęło wpływać świeże powietrze, niezwykle kojące. Odetchnęłam głęboko i
zamknęłam oczy. Nagle zadrżałam z zimna. Było już po jedenastej, a ja stałam na
dworze w samej sukience. Otuliłam się rękami i zaczęłam masować dłońmi swoje
ramiona.
- Tutaj jesteś. – usłyszałam za sobą czyjś
głos, i od razu westchnęłam niezadowolona. Czemu akurat ja?
- A co, szukałeś mnie? – prychnęłam i
spojrzałam na niego kpiąco.
- Na parkiecie przestałem czuć zapach
irytacji i prostactwa, więc pomyślałem, że musisz być tutaj. – zadrwił Harry i
zaśmiał się złośliwie. Miałam ochotę mu przywalić.
- Bardzo śmieszne. – powiedziałam z
sarkazmem.
- Niall cię wystawił, co? – zakpił.
Przyjrzałam
mu się wrogo, a on uśmiechał się z satysfakcją.
- Idź dręczyć kogoś innego, okej? –
rzuciłam w jego stronę i przewróciłam oczami, kiedy zaśmiał się łobuzersko.
Nienawidzę go.
- Czemu? Przecież to lubisz. – powiedział,
przybliżając się do mnie. Natychmiast zrobiłam wielki krok do tyłu i posłałam
mu wrogie spojrzenie.
- Harry, ja ciebie nie znoszę. –
oznajmiłam powoli, aby jego mały móżdżek mógł to w końcu zrozumieć.
- Jenn, przecież wszyscy wiemy, jak jest.
– szepnął w moją stronę, znowu się przybliżając. Kiedy znowu się cofnęłam,
uśmiechnął się uwodzicielsko. Co on robi, do cholery?
- Co ty pieprzysz? – zapytałam, totalnie
zdezorientowana.
- Wszyscy widzą, że ci się podobam. Nie
możesz mi się oprzeć. – tu oblizał powoli usta. – A denerwuje cię to, że cię
nie cierpię.
Co kurwa? On się chyba nie słyszy! On? Podoba się mi? Bo
zwymiotuję! Nigdy nie zakochałam bym się w takim głupim, denerwującym, z
irytującymi loczkami idiocie! Myślmy realnie!
- Coś ci się pod tą twoją loczkowaną dyńką
pomieszało. – odpowiedziałam oschle, ciągle zaskoczona jego wypowiedzią. On na
serio jest takim kretynem?
- Jenn, nie oszukuj się. – szepnął i
spojrzał na mnie tymi swoimi irytującymi zielonymi tęczówkami. – Ale przykro
mi. Ty mnie nie kręcisz. – oznajmił i odsunął się ode mnie. – Po za tym, masz
paskudny charakter.
Czułam, jak powoli wzrasta we mnie złość. Tak strasznie
chciałam mu przywalić. Był wstawiony, czy jak? Spokojnie Jenn, oddychaj. Wdech,
wydech…
- Słuchaj, Styles. – zaczęłam, starając
się zachować stanowczy ton. – Przeliteruję ci to, bo widocznie nie możesz
zrozumieć. N-I-E-N-A-W-I-D-Z-Ę C-I-Ę. –
spojrzałam na niego, oczekując jakiejś reakcji.
Harry chciał
coś odpowiedzieć, ale ktoś mu przerwał, wchodząc na taras.
- Tu jesteś, Jenn. – powiedziała Perrie,
idąc w moją stronę. – Wszędzie cię szukałyśmy. – wreszcie dostrzegła Harry’ego
i zarumieniła się lekko. – Och, nie wiedziałam, że rozmawiacie.
- Już skończyliśmy. – ubiegłam Stylesa,
który właśnie otworzył usta, aby coś powiedzieć.
- Aha. – odpowiedziała. – Chodź, musisz
poznać dziewczyny z mojego zespołu!
- Tak, chodźmy! – powiedziałam, udając
podekscytowanie. Perrie chwyciła mnie za rękę i wyprowadziła z tarasu. Chociaż
nie widziałam tego, mogłabym przysiąc, że Harry właśnie wywrócił oczami.