czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 1


Zawsze lubiłam wyzwania. W liceum przez cały czas brałam udział w przeróżnych zawodach i konkursach. Uważałam, że trzeba łapać nowe doświadczenia i odkrywać inne drogi w życiu. Dlatego z jednej strony cieszyłam się na ten wyjazd. Nowy klimat, środowisko. Ale nowe doświadczenia zawsze zdobywałam ze Scarlett. Z nią zawsze szłam dalej i nie spoglądałam za siebie. To był powód moich wątpliwości. Byłabym tam zupełnie sama.
 - Oj przestań. Będę cię często odwiedzać. – powiedziała Scarlett, kiedy już byłyśmy na lotnisku.
 - Ale ja tam będę zupełnie sama. – narzekałam, patrząc na nią smutno. Tak bardzo nie chciałam się z nią rozstawać.
  - Założę się, że zaraz po przylocie poznasz jakiego oszałamiającego przystojniaka, który zakocha się w tobie na zabój. – zachichotała, po czym wzięła ode mnie jedną walizkę.
 - Jasne. – przewróciłam oczami. Nie lubiłam, kiedy tak mówiła. Wierzyła w wielką miłość do końca życia, mimo, iż jeszcze jej nie odnalazła. Ja już raz się sparzyłam i nie miałam zamiaru tego powtarzać.
  - Kto wie, Jenn. W życiu nic nie jest pewne. – powiedziała tajemniczo, spoglądając na mnie poważnie.
- Jak na przykład twoje studia. – stwierdziłam, na co ona od razu wywróciła oczami. – Kiedy wreszcie się na jakieś zdecydujesz?
- Kiedy wreszcie coś mi będzie odpowiadało. – podsumowała i uniosła dumnie głowę.  - Mieszkania też ci nie odpowiadają. – zauważyłam.
Kiedy skończyłam szkołę, tata w nagrodę kupił mi mieszkanie w centrum Sydney. Nie, że miał zamiar się mnie jak najszybciej pozbyć z domu, po prostu chciał sprawić mi przyjemność. Od dziecka byłam samodzielna. Szczerze mówiąc, bardziej niż on.
Jeśli chodzi o mieszkanie, to od jakiegoś czasu mieszkała w nim Scarlett. Ja od dawna planowałam mój wyjazd do Londynu, więc ono na nic by mi się nie przydało. A Scarlett przechodziła akurat jakiś szaleńczy okres buntu, typu „Nie jestem zależna od rodziców” więc wyprowadziła się od nich. Szukała sobie mieszkania. Od razu zaproponowałam jej moje nowe lokum. Na początku się opierała, ale w końcu udało mi się ją namówić.
- Przepraszam, ale to ty mi zaproponowałaś twoje mieszkanie. – oburzyła się, rzucając mi gniewne spojrzenie.
 - Przecież żartuję, złośnico. – zaśmiałam się i dałam jej kuksańca w bok. Uwielbiałam się z nią drażnić. Tego też będzie mi strasznie brakowało.
Powoli zbliżałyśmy się do odprawy. Spojrzałam na nią niepewnie, a po chwili już trzymałam ją mocno w ramionach. Po moim policzku spłynęła jedna, malutka łza.
 - Obiecaj mi, że tam w Anglii nie znajdziesz sobie lepszej przyjaciółki ode mnie. – zaszlochała Scarlett. Miała bardzo słabe nerwy, bardzo często wybuchała płaczem.
- Obiecuję. – przyrzekłam, ściskając ją jeszcze mocniej. – A ty obiecaj, że nie zapomnisz o mnie. – szepnęłam.
 - Oczywiście, że nie, głuptasie. – zaśmiała się, a jej słone łzy skapnęły na mój sweter.
Wszyscy ruszyli w stronę odprawy, a ja lekko odlepiłam się od przyjaciółki. Chwyciłam od niej moją walizkę i powoli poszłam za tłumem.
- Pamiętaj, żeby zadzwonić do mnie jak już będziesz na miejscu! – usłyszałam za sobą krzyk Scarlett.
 - Dobrze! – odkrzyknęłam w jej stronę, lecz nie miałam pewności, czy usłyszała. Byłam już dosyć daleko od niej, a za mną znajdowało się mnóstwo ludzi próbujących się dostać do samolotu.
 - Pamiętaj Jennette, to będzie wspaniała przygoda. – szepnęłam do siebie, po  czym potknęłam się o czyjeś stopy. O mało co nie upadłam na ziemię, kiedy ktoś przypadkowo podsunął mi walizkę pod nogi. – Wspaniała przygoda. – westchnęłam cicho, po czym kolejna samotna łza ponownie popłynęła po moim chłodnym policzku.
***
- Uważaj, jak leziesz! – krzyknął do mnie jakiś mężczyzna, kiedy przypadkowo wpadłam na niego, wychodząc z samolotu.
- Bardzo przepraszam! – odkrzyknęłam w jego stronę, ale chyba mnie nie słyszał.
A więc, byłam już w Londynie. Moje największe marzenie wreszcie się spełniło. Będę studiować w najwspanialszym mieście na całym świecie. Ale czy poradzę tam sobie? Będę tam zupełnie sama, a ludzi pełno, którzy tylko czyhają, żeby kogoś skrzywdzić albo okraść. Na samą myśl przeszedł mnie zimny dreszcz. O nie! Nie dam sobie popsuć największej przygody w życiu przez moje głupie myśli. Trzeba być pozytywnie nastawionym! Pokręciłam znacząco głową i wypięłam dumnie pierś. Czas wreszcie stawić czoło wyzwaniu.
Nagle ktoś zaczął się strasznie przepychać, przez co gwałtownie upadłam na ziemię, jednocześnie wyrzucając walizkę z ręki. Poczułam, jak w mojej prawej dłoni coś głośno strzyknęło.
- Uważaj, jak chodzisz! – usłyszałam przed sobą czyjś wrzask. Podniosłam powoli wzrok i jedyne co spostrzegłam, to prześliczne, zielone oczy. Działały na mnie jak hipnoza. Nie mogłam od nich oderwać wzroku.
 - Ja? – oburzyłam się, ciągle trzymając się kurczowo za nadgarstek. Nie byłam pewna, ale chyba go skręciłam.
- A kto, ja? – parsknął chłopak, złapał prędko za swoją walizkę i odszedł szybko w stronę pewnego bladego ochroniarza. Po pewnym momencie kompletnie straciłam go z oczu.
- Co za dupek. – mruknęłam pod nosem i powoli wstałam z podłogi. Spojrzałam na prawą dłoń i cicho syknęłam z bólu. Super. Skręcony nadgarstek. Po prostu świetnie.
Nie patrząc w dół, chwyciłam prędko walizkę i ruszyłam szybko w stronę wyjścia z lotniska. Nie za fajny początek, jak na wspaniałą przygodę.
***
            Przekręciłam klucz w zamku i wreszcie weszłam do mojego pokoju hotelowego. Rozejrzałam się po całym pomieszczeniu. Wyglądało dość przytulnie. Normalne łóżko z kremową pościelą, na ścianach bordowo biała tapeta w paski, barek, niewielka szafa i małe biurko. Nie był to jakiś pięciogwiazdkowy hotel, ale mi to wystarczało. Lubiłam prostotę. Spojrzałam na drzwi do łazienki, które były lekko rozchylone. Przez szparę dostrzegłam połysk niebieskich, błyszczących kafelek i kabinę małego prysznica.
Podeszłam do łóżka, na które rzuciłam swoją walizkę i rozpięłam powoli jej zamek, z zamiarem wyjęcia swojej kosmetyczki. Otworzyłam wieko i to co zobaczyłam, wywołało u mnie nie lada zdziwienie.
W walizce nie było moich rzeczy. Zamiast damskich koszulek i obcisłych rurek, znajdowały się wielkie męskie t-shirty i pełno markowych jeansów. Po mojej kremowej kosmetyczce w czarne kropki nie było nawet śladu. Znalazłam jedynie jakąś czarną, w której roiło się od nitekdentystycznych i żelu do włosów. Moją rzesze skromnych staników, zajęła armia najlepszych bokserek od Calvina Kleina.
Myślałam, że zaraz zemdleję. Ten roztrzepany czubek z lotniska pomylił walizki!  I na co było się tak śpieszyć? Teraz będę musiała go szukać po całym Londynie! Spojrzałam na „moją” walizkę i spostrzegłam, że naprawdę były identyczne. Czemu nie kupiłam sobie takiej, która ma jakieś charakterystyczne wzory, czy coś? Teraz na pewno nie doszłoby do takiej sytuacji.
Zaraz, zaraz. Przecież każdy normalny człowiek zapisuje na swojej walizce miejsce zamieszkania, tożsamość i numer telefonu. Przewróciłam ją na drugą stronę i znalazłam na ściance małą karteczkę. Na niej napisany był jedynie adres i inicjały „HS”. No tak, jak mówiłam, „każdy normalny człowiek”. Ale przynajmniej był adres. Chociaż powiem szczerze,  nie za bardzo uśmiechało mi się jechać na drugi koniec Londynu tylko po to, aby zawieźć jakiemuś głupkowi jego walizkę. Zresztą, pomyłka nastąpiła z jego winy.
Westchnęłam głośno, zamknęłam prędko walizkę i leniwie zsunęłam się z łóżka. Byłam strasznie wyczerpana podróżą. Fakt, mogłam oddać komuś tę walizkę jutro, ale nie miałam najmniejszego zamiaru spać w jego ciuchach. Swoją drogą dziwne, że nie miał piżamy. Może sypiał nago. Na samą myśl wzdrygnęłam się mocno. Pośpiesznie chwyciłam torbę, wyszłam drzwiami na hol i zrezygnowana podreptałam w stronę recepcji. Kolejne świetne wydarzenie w mojej wspaniałej przygodzie.
***
- Dzień dobry. – usłyszałam przed sobą głos, który dochodził z ust wysokiego, przystojnego bruneta, który właśnie otworzył drzwi.
Ten dom był niesamowity. Był wielkości mojej dawnej szkoły, ale był warty minimum cztery razy więcej. Kremowe ściany idealnie komponowały się z zielonym, idealnie przystrzyżonym trawnikiem. Przed budynkiem znajdowało się sześć ekskluzywnych, drogich samochodów, które od samego patrzenia powodowały zawrót głowy. Za domem mieścił się gigantyczny ogród, z którego wystawały czubki wielu drzew. Dostrzegłam coś jeszcze. Z lewej strony za budynkiem znajdował się olbrzymi basen, który był tak ogromny jak pole do baseballa. Ten cały widok przyprawiał mnie o wielkie zawroty głowy. Zdecydowanie za dużo przepychu.
- Cześć. – przywitałam się, posyłając mu ciepły uśmiech. Natychmiast go odwzajemnił. Wydawał się być miłym człowiekiem. – Pan „HS”?
Przyjrzałam się chłopakowi uważnie. Czarne conversy, ciemne jeansy, szara rozpinana bluza i biały t-shirt. Miał rozczochrane, brązowe włosy postawione na żel i piwne oczy. Zatrzymałam się na chwilę na jego tęczówkach. Czyli jednak to nie był on.
- Nie, niestety. – uśmiechnął się do mnie promiennie, a ja zrobiłam to samo. – Ale Harry Styles tu mieszka. Wejdź proszę. – gestem ręki kazał mi wejść do środka. – Zaraz go zawołam.
Więc nazywał się Harry Styles. Całkiem przyjemnie, jak na głupiego durnia, który nie widzi nic poza czubkiem swojego nosa.
A ja naiwna myślałam, że to na zewnątrz jest tyle przepychu. Środek domu wyglądał niczym pałac królewski. Tylko większość mebli było z dzisiejszej epoki. Rozejrzałam się dookoła i po prostu zaparło mi dech w piersiach. Ten dom naprawdę był ogromny.
- Liam Payne. – przedstawił się chłopak, podając mi dłoń.
- Jennette Warner. – odpowiedziałam i uścisnęłam jego rękę. Był naprawdę przystojny. – Przyszłam do pana , ponieważ na lotnisku doszło do pomyłki. – oznajmiłam, wskazując ręką na czarną walizkę.
- Aha. Poczekaj tu chwilkę, zaraz go zawołam.
Nagle doszedł nas hałas, który dobiegał ze strony schodów. Oboje zerknęliśmy w tamtą stronę i zauważyliśmy, że w naszą stronę zmierzają trzy postacie. Trio przystojnych chłopaków, którzy patrzyli na mnie zdezorientowani. Na mój widok zatrzymali się momentalnie i lekko zakłopotani spojrzeli na Liama, w oczekiwaniu na wyjaśnienia.
- Chłopaki, to jest Jennette. – przedstawił mnie Liam, wskazując na mnie ręką.
- Miło mi. – przywitałam się, podając dłoń błękitnookiemu blondynowi, który uśmiechał się do mnie serdecznie.
- Niall. – odpowiedział i mocno uścisnął moją dłoń.
- Zayn. – odezwał się brązowooki brunet o ciemnej karnacji. Włosy miał postawione na żel, a na jego twarzy widniał kilkudniowy zarost. Był naprawdę przystojny.
- Louis. – oznajmił ostatni chłopak o jasno niebieskich oczach i figlarnym uśmiechu. Wyglądał na żartownisia. – Cześć, Jenny.
- Cześć, Lou. – uśmiechnęłam się do niego szeroko, a on natychmiast to odwzajemnił. Pierwszy raz w swoim życiu byłam w jednym pomieszczeniu z czterema najprzystojniejszymi mężczyznami jakich widziałam jednocześnie.
- Ugośćcie Jennette, a ja pójdę po Harry’ego. – odezwał się Liam i pobiegł prędko na górę. Zayn wskazał wszystkim salon i razem z Niallem usiadłam na białej sofie, a mulat z Louisem zajęli większą kanapę.
- Co cię łączy z Hazzą? – spytał ni zowąd Niall, chwytając ze stolika czekoladę mleczną i zaczął ją dzielić na części.
Cóż, był bardzo bezpośredni. Powiem szczerze, że jednak to pytanie za bardzo mnie nie zdziwiło. Ten cały Styles wyglądał na takiego, który bawił się kosztem kobiet i codziennie przyprowadzał inną. Mimo to otworzyłam usta ze zdziwienia.
- Nie znam go. – odpowiedziałam szybko. – Na lotnisku pomylił walizki, więc przyszłam to wyjaśnić. – tu znowu wskazałam na czarną walizkę.
- To świetnie. – powiedział figlarnie Zayn i puścił do mnie oko. Jak na komendę zarumieniłam się delikatnie.
- Zayn, pamiętaj, że masz narzeczoną. – upomniał go Louis i spojrzał na mnie uśmiechając się jednocześnie.
- Żartuję tylko. – bronił się mulat i ukradł Niallowi kostkę czekolady, na co ten spojrzał na niego wrogo.
Zaczęłam rozglądać się po całym pomieszczeniu. Wielki plazmowy telewizor, jakieś 80 cali, dwie wielkie skórzane kanapy, multum foteli, barek, regały z książkami, komody, stoliki i setki półek. Wszystkiego było pełno. Widok naprawdę zapierał dech w piersiach. Starałam się jak najskuteczniej powstrzymywać moją ciekawość, ale w końcu pękłam i spytałam zaciekawiona:
- Mieszkacie tu wszyscy? – zerknęłam na Louisa, który właśnie włączał telewizor.
- Najczęściej tak. – potwierdził Lou. – Czasami śpimy w swoich domach, ale najbardziej i tak wolimy mieszkać wszyscy razem.
O mało co nie zakrztusiłam się powietrzem. O czym on mówił? Mają ogromny dom, bardzo luksusowy i jeszcze każdy z nich ma osobne lokum? Skąd oni brali na to wszystko pieniądze?
- Skąd macie na to kasę? – nie wytrzymałam, ale od razu ugryzłam się w język. – Przepraszam, nie powinnam o to pytać. – czułam, jak moje policzki przybierają kolor krwistej purpury.
 - Nie, nic się nie stało. – Zayn zaśmiał się lekko. – Szczerze, trochę się dziwiłem, że jeszcze nas nie poznałaś.
A skąd miałam ich znać? Mieszkamy przecież na innych kontynentach. Swoją drogą, gdybym znała takich przystojniaków, na pewno bym ich zapamiętała.
- Ale ja was nie znam. – powiedziałam zdezorientowana. – Nie przypominam sobie, żebym was kiedyś widziała.
Chłopaki spojrzeli na mnie lekko zakłopotani. Czy my naprawdę się kiedyś spotkaliśmy? W pewnym momencie poczułam się trochę zawstydzona, że nie mogłam ich sobie przypomnieć. Ale swoją drogą, gdzie mogliśmy się spotkać? W głowie miałam prawdziwy mętlik. Louis westchnął cicho i spojrzał na mnie uważnie.
- Dobra. Bo widzisz Jenny, jesteśmy… - nie dokończył, bo jego wypowiedź przerwała muzyka, która zaczęła dobiegać z telewizora. Zerknęłam na plazmę i to co zobaczyłam, dało odpowiedź na wszystkie pytania, które wcześniej mnie dręczyły.
Na kanale MTV leciała piosenka znanego zespołu, One Direction. Spojrzałam na telewizor i moich oczu dobiegł widok pięciu przystojnych mężczyzn, śpiewających i tańczących. Ciemnowłosy mulat – Zayn, uroczy blondynek – Niall, śmieszny rozrabiaka – Louis, poważny romantyk – Liam i… zielonooki, przystojny loczek ze słodkimi dołeczkami. Niejaki Harry.
Nagle ze schodów doszedł nas cichy hałas. Wszyscy spojrzeliśmy w tamtą stronę i ujrzeliśmy dwóch mężczyzn – Liama i Harry’ego.
Wstałam pośpiesznie i ruszyłam w ich stronę. Liam uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja nerwowo odwzajemniłam jego gest. Zdawał się być w dobrym humorze. Ale o Harrym nie można było tego powiedzieć. Spoglądał na mnie wrogo i dumnie skrzyżował ręce na piersi.
- Co to za dziewucha? – zapytał, a w jego głosie można było dostrzec drwinę i obojętność.
Zazwyczaj nie oceniałamludzi po pozorach. Zawsze starałam się ich lepiej poznać, żeby dopiero wtedy móc śmiało stwierdzić, jacy naprawdę są. Zresztą, nawet nie potrafiłam ocenić ludzi po pierwszym spotkaniu.

Ale właśnie zdarzył się wyjątek. Znałam Stylesa zaledwie od paru sekund, a już mogłabym napisać o nim referat na co najmniej tysiąc słów. Wiedziałam jedno. Nienawidziłam go.
------------------
Dzień dobry :)x
I jak Wam się podoba pierwszy rozdział?
Wahałam się, czy go dzisiaj dodać, ale w tym opowiadaniu jestem trochę "do przodu" więc pomyślałam, czemu nie? :)
Serdecznie zapraszam do komentowania:)

6 komentarzy:

  1. Świetnie się zaczęło :)
    Czekam na następny rozdział :>
    Pozdrowionka ;**
    ~Madzia :D

    OdpowiedzUsuń
  2. O jeju! Nie mogłam się doczekać kiedy go wstawisz :) Ale na szczęście doczekałam się :D xx
    Świetny rozdział :) x Czekam na następny z niecierpliwością :) x
    Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie! Świetny, super się zaczęło :)
    Nie mogę doczekać się następnego !
    Do zobaczenia ;)
    Agata

    OdpowiedzUsuń
  4. Nareszcie!!! Już myślałam, że nigdy go nie dodasz.
    Nie mogę się doczekac nastepnego rozdziału.
    Szkoda że skończyło się w takim momencie

    OdpowiedzUsuń
  5. Okej, przeczytałam ten odcinek i powiem Ci, a raczej napiszę, że spodziewałam się tego, że Harry będzie taki niemiły dla Jennette i że nie będą pałać co siebie jakąś szczególną sympatią :d ale to jest fajne, na początku fajnie jest się tak podroczyć! taki zniewieściały Harry, ach to jest coś! <3
    btw. przepraszam, że wcześniej nic nie napisałam o tym rozdziale, ale dopiero teraz znalazłam więcej czasu i nadrabiam! ;-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Opis, który zostawiłaś na moim blogu bardzo mnie zaciekawił, dlatego też postanowiłam tutaj zajrzeć. I nie zawiodłam się. Po pierwsze: fenomenalny wygląd bloga. "Okładka" również jest ważna, bo to przyciąga. Tutaj wszystko jest świetnie. A jeśli chodzi o sam tekst - mimo, iż to dopiero pierwszy rozdział, jestem oczarowana. Z całkowitą pewnością będę częściej tutaj zaglądała. Możesz informować mnie u mnie o nowych rozdziałach? Byłabym wdzięczna. <3
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń