czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział 2

Hej, hej hej! :) Zapraszam Was na drugi rozdział :) Życzę miłej lektury i liczę na szczere komentarze :)x
***

- Harry… - Liam skarcił go spojrzeniem. – to jest Jennette Warner. Przyszła tutaj, ponieważ pomyliłeś walizki na lotnisku. – tu spojrzał na mnie, lekko się uśmiechając. Ja jednak nie potrafiłam odwzajemnić jego gestu.
- A ona nie umie mówić? – zakpił Styles i głośno prychnął. Wszyscy umilkli.
- A może po prostu nie mam ochoty z tobą rozmawiać? – odgryzłam się, rzucając mu dumne spojrzenie. Usłyszałam cichy pomruk ze strony kanapy. Coś w stylu „Ale mu powiedziała” Hmm. Dzięki Zayn.
- Zdaje mi się, że nie jesteśmy na „ty”. – Harry spojrzał mi prosto w oczy. Jego tęczówki błyszczały własnym światłem. Jakby miały własną żarówkę, czy coś w tym stylu.
- Całe szczęście. – westchnęłam głośno i wywróciłam oczami.  Nie miałam najmniejszej ochoty użerać się z tym głupkiem. – Słuchaj, oddasz mi moją walizkę, ja oddam ci twoją i nigdy mnie już nie zobaczysz. Pasuje?
Louis spojrzał na mnie nagle i zaczął mi się bacznie przyglądać. Zauważyłam, że porusza lekko ustami. Przyjrzałam się jego wargom, a on wymówił bezgłośnie „Nigdy”. Zerknął na mnie pytająco.
Muszę przyznać, że od razu polubiłam chłopaków. Nie chodziło tu w ogóle o ich sławę czy pieniądze. Biła od nich taka pozytywna energia i ciepło, które przyciągało do nich zapewne masę ludzi. Tylko Harry był inny. Swoim zachowaniem wręcz zrażał do siebie wszystkich. Jakby nie chciał, aby się do niego zbliżali.
Spojrzałam na Louisa przepraszająco i bezgłośnie powiedziałam: „Przepraszam”. Ten odwrócił szybko wzrok i przeniósł go na telewizor.
- Poczekaj tu. – odezwał się Harry i szybko pobiegł schodami na górę.
W oka mgnieniu reszta chłopaków znalazła się przy mnie, uniemożliwiając mi jakąkolwiek ucieczkę.
- Jak to nigdy? – spytał zdezorientowany Niall, a Liam i Zayn natychmiast mu przytaknęli. A więc z Lou nie byliśmy jedynymi członkami tej cichej „dyskusji”.
- Przepraszam was, ale nie chcę widzieć Stylesa już nigdy w życiu. – oznajmiłam stanowczo, ale tak, aby nie zabrzmiało to zbyt ostro.
Bardzo się zdziwiłam, że chłopcy zdążyli się do mnie tak „przywiązać”. W końcu znali mnie od zaledwie kilkunastu minut. Cóż, ze mną było tak samo, a już ich uwielbiałam. No, z jednym wyjątkiem.
- Ale my to nie Harry. – stwierdził Liam, jakby czytał mi w myślach. – Nas możesz odwiedzać, a nim się nie przejmuj.
Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale przerwał mi hałas dochodzący ze schodów. Harry już biegł z walizką. Widocznie bardzo mu się śpieszyło, żebym jak najszybciej opuściła jego życie. Ze szczerą wzajemnością.
- Masz, to twoja walizka. – powiedział krótko i wręczył mi moją torbę. Zrobiłam to samo. Nie usłyszałam jednak słowa „dziękuję”. – Możesz już iść.
Co za tupet. Wiem, że za mną nie przepadał, ale mógł chociaż wykazać się minimalną uprzejmością.
- To na razie chłopaki. – pożegnałam się. – Miło było was poznać. – szybko odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę drzwi. Jednak ktoś w ostatniej chwili złapał mnie za nadgarstek.
- Zaczekaj. – odwróciłam głowę i zobaczyłam uśmiechniętego Liama. – Jutro urządzamy małą domówkę. Nic wielkiego. Tylko nasze dziewczyny i najbliżsi przyjaciele. Może wpadniesz?
Już chciałam stanowczo zaprzeczyć, ale oczywiście ktoś musiał mi przerwać.
- Nie sądzę, aby to był dobry pomysł. – wtrącił Harry, zerkając uważnie na Liama. - My jej w ogóle nie znamy.
- Ty jej nie znasz. – powiedział Louis, uśmiechając się do mnie szeroko. Jego gest powtórzył Niall, Liam i Zayn.
Nie sądziłam, aby to był dobry pomysł. W zasadzie, ja też ich dobrze nie znałam. I jeszcze będą tam ich najbliżsi przyjaciele, a ja będę tylko kulą u nogi.
Spojrzałam na Harry’ego, którego mina mówiła wszystko. Nienawidził mnie. Ewidentnie nie chciał, abym pojawiła się na domówce. Dlaczego tak mnie nie lubił? Przecież w ogóle mnie nie znał. Zerknął na mnie wrogo i powoli zaczął przekręcać głową. „Nie” – zdołałam wyczytać z ruchu jego warg.
- Chętnie. – odpowiedziałam zadowolona. – Na pewno będzie fajnie.
- Świetnie. – powiedział Liam i przybił Zaynowi mocną piatkę. Potem tak samo Louisowi i Niallowi.
Spojrzałam na Harry’ego i uśmiechnęłam się jak najbardziej potrafiłam. Rzucił mi pewne gniewu spojrzenie. To sprawiło, że jeszcze bardziej się uśmiechnęłam. Patrzyliśmy się tak na siebie przez jakiś czas. Ja uśmiechnięta i zadowolona, on wściekły i zdenerwowany. Wreszcie nie wytrzymał, chwycił prędko kurtkę z wieszaka i rzucił mi ostatnie, wrogie spojrzenie. W końcu wyszedł trzaskając drzwiami.
- Wow, naprawdę cię niecierpi. – odezwał się Niall, a w jego głosie dostrzegłam nutę zdziwienia.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się szeroko.
Jak już ma się wroga, to trzeba pielęgnować tą nienawiść. I to właśnie muszę zrobić.
***
            Drrryń! – na ten dźwięk aż podskoczyłam na krześle. Koniec tych głośnych dzwonków. Od dzisiaj ustawiam telefon na wibracje. Inaczej grozi mi to zawałem. Chwyciłam telefon z szafki i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo?
- Jennette? – usłyszałam znajomy głos z słuchawki.
- Nie, święty Józef. – odpowiedziałam ze śmiechem.Brakowało mi tego głosu.
O dziwo, humor dzisiaj dopisywał. Nie miałam wczoraj najprzyjemniejszego spotkania z durniem numer jeden, ale to i tak nie zbiło mnie z dobrego nastroju.
- Nie żartuj mi tu. – wkurzyła się Scarlett, ale dostrzegłam w jej głosie nutę rozbawienia. – A tak w ogóle, to muszę cię porządnie ochrzanić.
- Tak, a za co? – spytałam zdziwiona, jednocześnie stawiając na komodzie ramkę ze zdjęciem, na którym pozuję ze Scarlett. Oczywiście radosne i uśmiechające się do obiektywu.
- Czemu nie zadzwoniłaś wczoraj zaraz po przylocie? – dopytywała się zdenerwowana.
Ups! Całkowicie o tym zapomniałam! No ale cóż, po przylocie spostrzegłam tą niedorzeczną pomyłkę i od razu pojechałam do tego głupka Stylesa, więc całkiem wyleciało mi to z głowy. No to mam przerąbane.
- Strasznie cię przepraszam! – zaczęłam błagalnie. – Kompletnie zapomniałam.
- Coś się stało?
Kurde. Czemu ona zawsze wyczuwa, kiedy coś się dzieje? Nie no, kocham ją, ale czasami denerwuje mnie to, że tak bardzo mnie zna.
- Długo by gadać. – powiedziałam i wyjęłam z walizki stos koszulek. Musiałam się jakoś wykręcić od odpowiedzi.
- Co? Kto to jest? – zapytała zaciekawiona, a ja już czułam, jak wzrasta w niej podekscytowanie. Rany.
- Skończony idiota i bałwan. – odpowiedziałam, starając się przybrać znudzony ton. Naprawdę nie miałam ochoty o tym gadać.
- Co? Jenn wolniej, bo nie nadążam. – odrzekła zdezorientowana.
- Ugh. – westchnęłam głośno. – Na lotnisku jakiś czubek pomylił walizki. Przyjechałam do hotelu i spostrzegłam pomyłkę. Na szczęście pozostawił na niej adres. Pojechałam tam szybko i okazało się, że mieszka w luksusowym domu ze swoimi czterema kolegami, z którymi śpiewa w znanym zespole. – opowiedziałam jej wszystko. – No i okazało się, że jest kompletnym kretynem. – dodałam.
- W jakim zespole śpiewa? – spytała zaciekawiona. Serio? To akurat ją zaciekawiło?
- Nie pamiętam. Coś tam.. strona… Coś tam… kierunek… Jeden kierunek… - zaczęłam się zastanawiać.
Nagle przez moment straciłam słuch. Wydawało mi się, że krzyk Scarlett było słychać w całym hotelu. Odruchowo odsunęłam słuchawkę od ucha i mocno się skrzywiłam. Co się stało, do cholery?
- Naprawdę ich poznałaś? – usłyszałam wrzask z słuchawki i przyłożyłam ją do zdrowego ucha.
- Ale kogo? O co ci w ogóle chodzi? – spytałam zakłopotana.
- No One Direction! – pisnęła z zachwytu. Auć. Moje bębenki dosłownie pękły z powodu nadmiaru decybeli.
- Kogo? – teraz już naprawdę nie wiedziałam, o co jej chodzi. – A, chodzi ci o tych chłopaków. – w końcu załapałam.
- No! I co? Naprawdę ich poznałaś? – ponowiła pytanie.
- Tak. – przytaknęłam bez entuzjazmu. – Są bardzo mili. No, z jednym wyjątkiem, ale o tym ci już mówiłam.
- Który pomylił te walizki? – czułam, że tak łatwo mi nie odpuści. Ech, nie mam ochoty się z nią użerać.
- Harry. – powiedziałam obojętnie.
- No co ty? – niedowierzała. – Na serio on? – jej głos nagle spoważniał. – Cholera. Nie lubię go.
- To przybij piątkę. – zaśmiałam się. – Ale jak to możliwe, że go nie lubisz?
- Wiesz… - zaczęła, jąkając się. – Nie powinno się wierzyć plotkom, ale wszędzie piszą, że to straszny flirciarz.
- Tak, domyśliłam się.
- Flirtował z tobą? – spytała, nagle zainteresowana. Tylko jedno jej w głowie.
- Nie, wręcz przeciwnie. – zaprzeczyłam i powaliłam się na łóżko. Byłam wykończona.
- Co, w jakim sensie? – nie odpuszczała.
            - Scarlett, muszę kończyć, zadzwonię wkrótce, pa! – zawołałam do słuchawki i chciałam się rozłączyć.
- Jenn, czekaj, co…
Pik. Nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Ta rozmowa mnie męczyła. Wypytywanie o jakiegoś kompletnego czubka nie było mi teraz na rękę.
Spojrzałam na zegarek leżący na szafce. 19:30. Za półtorej godziny miała zacząć się mała domówka  w domu chłopaków. W sumie żałowałam, że się zgodziłam. Byłam strasznie wyczerpana, miałam na głowie jeszcze sprawy związane z szkołą i znalezieniem jakiejś pracy. Ale Liam tak prosił. Musiałam się zgodzić. Westchnęłam zrezygnowana, wstałam z łóżka i podreptałam do łazienki, gdzie już czekała na mnie skromna, niebieska sukienka z lekko rozkloszowanym dołem i czarne vansy. Włosy zamierzałam zostawić rozpuszczone a jeśli chodziło o makijaż, jedynie tusz do rzęs i błyszczyk. Nie lubiłam się malować. Może i nie byłam zbyt ładna, ale nie chciałam nic ukrywać pod maską make-upu. Wolałam, aby ludzi zobaczyli mnie taką, jaką naprawdę jestem.
***
- Niall, bo mnie udusisz! – wysapałam, z trudem łapiąc powietrze.
            - Ups! Przepraszam. – powiedział, wreszcie wypuszczając mnie ze swojego żelaznego uścisku. Pachniał… stokrotkami?
            - Super, że przyszłaś. – odezwał się Liam, posyłając mi szczery uśmiech.
No ja nie wiem, czy tak super. Co ja tu w ogóle będę robić?
Spostrzegłam, że zbliżają się do nas Louis z jakąś przepiękną brunetką i Zayn z pewną śliczną blondynką. Wszyscy szczerzyli się do mnie szeroko.
            - Jenn, to jest Eleanor, moja dziewczyna. – przedstawił brunetkę Louis, jednocześnie całując ją mocno w policzek, na co ona zachichotała wesoło.
            - Cześć, miło mi cię poznać. – przywitała się, uśmiechając się szeroko. Była naprawdę śliczna. Nie dziwię się, że Louis stracił dla niej głowę.
            - Hej i wzajemnie. – również się do niej uśmiechnęłam i przeniosłam wzrok na blondynkę, która stała obok Zayna.
            - Jestem Perrie. – przedstawiła się i posłała mi wesoły uśmiech. Rany, ona też była prześliczna. Ale jak inaczej miały wyglądać dziewczyny takich przystojniaków? No na pewno nie tak jak ja.
            - Jennette, miło mi. – odwzajemniłam jej gest.
            - Ja niestety nie mam dziewczyny – powiedział tajemniczo Niall i nagle chwycił mnie mocno w talii, przez co zachwiałam się lekko – ale zaraz może się to zmienić. – spojrzał mi w oczy i zaśmiał się głośno. Natychmiast mu zawtórowałam i po chwili wszyscy wybuchli szczerym śmiechem.
            - Co wam tak do śmiechu? – usłyszałam czyjś głos, który był coraz bliżej nas.
            - Sophie, fajnie że jesteś. – powiedział Liam, chwycił dziewczynę w talii i musnął swoimi wargami jej policzek.
            - Jestem Jenn, miło cię poznać. – przedstawiłam się, podając jej rękę. Na mój widok uśmiechnęła się wesoło.
            - Sophie, cześć. – uścisnęła moją dłoń. – Nie miała na sobie tyle makijażu, ale i tak była bardzo ładna. Pasowali do siebie z Liamem.
            - Rozgość się. – oznajmił Lou i ruszył prędko z Eleanor na parkiet, a zaraz za nimi Zayn i Perrie.  Po jakimś czasie tańczyli już do jakiejś miłosnej ballady.
            - Czuj się jak u siebie w domu. – Liam uśmiechnął się do mnie i razem z Sophie poszedł do salonu. Dostrzegłam w nim Olly’ego Mursa, jakąś ciemnoskórą dziewczynę której nie znałam, paru starszych chłopaków i… O mój Boże… Niemożliwe… Eda Sheerana?
            - Znacie Eda Sheerana? – spytałam Nialla, wciąż nie wierząc swoim oczom.
            - Tak, to nasz przyjaciel. – uśmiechnął się i spojrzał w stronę salonu. – Chcesz go poznać?
            - Tak! – powiedziałam, a właściwie, wykrzyczałam. Uwielbiałam Eda. Jego muzykę, osobowość, wygląd. Nauczył mnie, że nie trzeba być miss piękności, aby dojść do czegoś w życiu.
Nagle telefon Nialla głośno zawibrował. Chłopak wyjął prędko komórkę z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz.
            - Przepraszam cię, ale muszę odebrać. – posłał mi błagalne spojrzenie.
            - Jasne. – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
Blondyn oddalił się trochę, a ja ruszyłam w stronę schodów. Skoro mam się rozgościć, to chyba mogę zwiedzić dom, prawda?
***
            Louis zamknął drzwi za ostatnimi już gośćmi. Odwrócił się do nas i wymówił bezgłośne „Nareszcie”. Zaśmialiśmy się wszyscy.
            - To ja już też będę się zbierać. – stwierdziłam, zerkając na dopiero co zamknięte drzwi.
            - No coś ty! – oburzył się Zayn. – Nie będziesz o tak późnej porze sama wracać do domu!
            - Właśnie. – poparła go Perrie. – Zostajesz tutaj na noc.
Na noc? Zwariowali, czy jak? I tak już siedziałam u nich długie godziny, nie chciałam sprawiać im jeszcze więcej kłopotów.
            - Nie, nie mogę. – zaprzeczyłam. – Poza tym, nie mam nawet piżamy.
            - Pożyczę ci. – zaproponowała El. – Żaden problem. – uśmiechnęła się do mnie wesoło.
Wszyscy pokręcili znacząco głowami. Rany, musiała to zaproponować? Teraz to już w ogóle nie dadzą mi się z tego wywinąć.
            - No nie wiem… - wahałam się i spojrzałam na czubki swoich butów.
             - Nie martw się, Jenn, nie zobaczysz Harry’ego – zaśmiał się Louis, a wszyscy mu zawtórowali.
Swoją drogą dziwne, że nie widziałam go na domówce. Pewnie cały czas siedział w swojej sypialni, bo nie chciał mnie oglądać. Ja czułam się właśnie tak.
            - Jenn, bez dyskusji! – wrzasnął Liam, ale w jego głosie brzmiało rozbawienie.
Wszyscy patrzyli na mnie błagalnie, w oczekiwaniu na pozytywną odpowiedź. Szczerze mówiąc zdziwiłam się, że mnie tak prędko polubili. Przecież byłam dla nich jak obca.
Przewróciłam tylko oczami i w końcu odpowiedziałam:
            - Oj, dobra! – poddałam się. – Niech już wam będzie.
            - Hurra! – krzyknął rozradowany Niall, chwycił mnie w pasie i podniósł wysoko do góry. Zaczął mną kręcić w powietrzu przez chwilę, ale po pewnym czasie w końcu mnie puścił.
            - No to… chodź na górę, pokażemy ci twój pokój. – powiedziała Perrie, złapała mnie za rękę i razem z resztą dziewczyn pobiegłyśmy na górę.
Po kilku metrach skręciłyśmy w lewo i weszłyśmy do wielkiego pokoju, którego ściany pokrywał oniemiający karmel. Pokój był ogromny, łóżko tak samo. Cóż, chociaż raz się wyśpię.
            - To twoja piżama. – Eleanor weszła do pokoju i podała mi jakieś jasnożółte ciuchy. Spojrzałam na nie. Wąska koszulka na ramiączkach i długie spodnie. O rany.
            - Eee… Dzięki. – jąkałam się. – Ale to raczej nie jest w moim stylu.
Oj wiem, że to tylko piżama, ale ja nie lubiłam spać w takich rzeczach. Wolałam luźne ciuchy.
            - Ach, przepraszam. – odpowiedziała zawstydzona El i zarumieniła się lekko.
            - Nie, to nie jest twoja wina. – wytłumaczyłam szybko. – Po prostu nie lubię takich obcisłych rzeczy.
Nagle do pokoju wszedł Niall z Zaynem. Mulat trzymał w ręku jakieś granatowe ubranie. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
            - Proszę. – powiedział i wręczył mi ciuch. – To pewnie bardziej ci się spodoba.
Rozprostowałam ubranie i okazało się, że to granatowa, męska koszulka z nazwą kapeli Ramones. Uwielbiałam ten zespół. Uśmiechnęłam się szeroko do koszulki.
            - Dziękuję. – spojrzałam na chłopaków i posłałam im wesoły uśmiech. – Czyja to koszulka?
            - Eee… - zaczął nieśmiało Niall, drapiąc się po szyi. Zauważyłam, że oblał się delikatnym rumieńcem. Zayn też był zakłopotany, starał się skleić ze sobą słowa, ale nie za bardzo mu wychodziło. Co jest grane?
            - To koszulka Nialla. – odpowiedział szybko mulat. Odetchnął głęboko z ulgą.
Spojrzałam zdezorientowana na blondyna, a ten posłał mi nieśmiały uśmiech. Dziwne.
            - To m już lecimy. – odezwała się Eleanor i spojrzała znacząco na chłopaków.
            - Tak. Dobranoc. – pożegnała się Perrie i uśmiechnęła się do mnie wesoło.
Wszyscy powoli zaczęli wychodzić z pokoju. Mulat wyszedł jako ostatni.
            - Zayn, zaczekaj! – krzyknęłam i ruszyłam prędko na korytarz. – Gdzie jest łazienka? – zapytałam.
Mulat odwrócił się i spojrzał na mnie zamyślony.
            - Łazienka… - zaczął powoli, rozglądając się po całym domu. Westchnął głośno, jakby się nad czymś zastanawiał. Nie wie gdzie w jego domu jest łazienka?

            - Trzecie drzwi po lewej. – powiedział w końcu, wskazując mi kierunek i  uśmiechnął się figlarsko. Spojrzał na mnie a ten tajemniczy uśmieszek nie schodził mu z twarzy. Aha?

7 komentarzy:

  1. Ojejku! Nareszcie :D Świetny rozdział!
    Jestem ciekawa co będzie dalej:)
    Pozdrawiam:) x

    OdpowiedzUsuń
  2. Woooow!!!! Rozdział super już nie mogę się doczekać kiedy będzie następny.
    Świetnie piszesz. :}

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow! W końcu i chyba się domyślam czym jest ta łazienka ;)
    Uwielbiam to! (to czyli twojego bloga) i ten rozdział megaaa :0
    Co będzie w trzecim?
    Wiesz kto, a jak nie to
    Pozdrowionka od A.Ś.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahahahah XD hymm... Już się zastanawiamy czym się tak naprawdę okaże ta łazienka... XD
    ... mamy pewnie podejrzenia co do tej koszulki XD czy ona naprawdę była Nialla ? XD
    haha napisz szybko next !! nie możemy się już doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Woow! Świetnie :3
    W końcu się chyba domyślam czym jest ta łazienka :P
    Nie mogę się doczekać 3 rozdziału ^^
    Pozdrowionka- Madzia xx

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo mi się podoba.. hmm.. ta łazienka też mnie zastanawia xd :D czekam na kolejny! w ogóle śliczny wygląd - ten Harry po prawo.. omomomom <3

    zapraszam; beautiful-kind-of-pain.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny! Czekam na next z niecierpliwością :*
    Przy okazji adres bloga o Zaynie został zmieniony na:
    http://i-live-only-for-you.blogspot.com/
    Serdecznie zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń